Sejmowa komisja sportu, kultury fizycznej i turystyki zajęła się podczas ostatniego posiedzenia, w środę, 9 marca, oceną ustawy o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych. Ustawę Sejm uchwalił w roku 2017, po tym jak Unia Europejska nakreśliła podstawowe zasady mające regulować działalność organizatorów turystyki. Dokument zawierał zalecenia dla poszczególnych krajów, które powinny być włączone do przepisów krajowych regulujących działalność biur podróży. Polska implementowała zasady określone w dyrektywie właśnie w ustawie o imprezach turystycznych.

Czytaj więcej

PIT do premiera: Zwolnić wracających z wypoczynku Polaków z testów

O opinię komisja poprosiła ministra sportu i turystyki, a także przedstawicieli branży turystycznej.

To sprawa o tyle aktualna, że na podstawie doświadczeń pandemicznych Komisja Europejska zamierza w najbliższym czasie zaktualizować dyrektywę turystyczną z roku 2016. Jej intencją jest między innymi lepsze zabezpieczenie klientów biur podróży. Dwa lata temu niezadowolenie Komisji wywołało między innymi odroczenie w Polsce zwracania klientom biur podróży zaliczek o 180 dni. Polska branża turystyczna uznała to rozwiązanie za niezwykle pomocne w przetrwaniu wielu firm, ale środowiska chroniące interesy konsumentów protestowały przeciwko zamrożeniu pieniędzy klientów.

Ci, którzy mają ścigać, nie ścigają

Jak mówił podczas posiedzenia sejmowej komisji prezes Polskiej Izby Turystyki Paweł Niewiadomski, kardynalnym błędem ustawy o imprezach turystycznych jest brak wyraźnego mechanizmu ścigania osób i firm organizujących imprezy turystyczne nielegalnie, w szarej strefie. Chodzi o sytuację, gdy organizator nie zagwarantował sobie zabezpieczenia finansowego na wypadek niewypłacalności, nie zarejestrował działalności u marszałka danego województwa i nie uzyskał wpisu do ewidencji organizatorów. Zdaniem Niewiadomskiego od takich firm roi się na rynku.

Powinni ścigać je marszałkowie województw i Ministerstwo Sportu i Turystyki, ale tego nie robią. - Już na wstępnym etapie prac nad ustawą zwracaliśmy uwagę, że przepisy są skomplikowane i będzie problem z ich egzekwowaniem. I tak właśnie jest – mówił Niewiadomski.

Prezes PIT zwrócił też uwagę, że polska ustawa dopuszcza, by wycieczki mogły organizować takie podmioty, jak fundacje, szkoły, parafie, kluby sportowe, związki i stowarzyszenia pod warunkiem, że robią to okazjonalnie, dla ograniczonej liczby uczestników i niezarobkowo (wszystkie trzy warunki muszą być spełnione razem). Tymczasem często pomijają one ten ważny zapis ustawy o imprezach turystycznych. Nawet nie wiedzą o jego istnieniu, odwołują się do innych dokumentów, na przykład szkoły uważają, że wystarczy im ustawa o systemie oświaty. Niewiadomski dostrzega więc konieczność upowszechniania przez władze państwa wiedzy o  przepisach dla organizatorów turystyki.

Zdaniem Niewiadomskiego Komisja Europejska planuje w nowej dyrektywie niekorzystne dla organizatorów zaostrzenie przepisów. Wręcz są pomysły ograniczenia pobierania zaliczek na poczet imprez i pójście w stronę systemu, zgodnie z którym, touroperator dostawałby wynagrodzenie po powrocie klienta z wyjazdu. Jego daniem to byłaby katastrofa dla tego sektora turystyki. Tym bardziej, że Komisja Europejska nie planuje na przykład nałożenia obowiązku zwracania pieniędzy biurom podróży w razie jakichś nadzwyczajnych sytuacji przez hotele i linie lotnicze, którym organizatorzy zwykle wpłacają zaliczki i kaucje na poczet sezonu.

Niewiadomski zaapelował do Ministerstwa Sportu i Turystyki, by wzięło pod uwagę nie tylko interesy konsumentów, ale także przedsiębiorców podczas wyrażania opinii w procesie dochodzenia do ostatecznego kształtu dyrektywy.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Marchewka już była, teraz trzeba kija

Wiceminister sportu i turystyki Andrzej Gut-Mostowy przyznał, że jego resort dobrze ocenia obecną ustawę o imprezach turystycznych, bo dobrze spełnia ona swoją rolę, zarazem zapewnił, że rozumie zastrzeżenia Niewiadomskiego.

Jak mówił, dzięki ustawie z późniejszymi zmianami, polski rynek turystyki wyjazdowej jest jednym z najlepiej zabezpieczonych w Europie. Klienci są chronieni przez Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, a organizatorzy mają Turystyczny Fundusz Zwrotów i Turystyczny Fundusz Pomocowy.

Dyrektor departamentu turystyki w MSiT Dominik Borek, odpowiadając Niewiadomskiemu w kwestii egzekwowania przepisów i eliminowania z rynku podmiotów działających nielegalnie, odwołał się do przykładu bonu turystycznego. Jego zdaniem „zadziałał on jak marchewka” – spowodował, że wiele podmiotów wyszło z szarej strefy i zarejestrowało działalność organizatora, żeby móc przyjmować zapłatę w bonach. Teraz kolej na kij – bardziej stanowcze karanie tych, którzy nadal działają bez zezwolenia. Odwołał się do „bardzo głośnego przykładu z Zanzibaru”. A chodziło mu o firmę Pili Pili Wojciecha Żabińskiego, której marszałek województwa pomorskiego zakazał działalności. Ta wielowątkowa sprawa była głośna w mediach, Żabiński, który budował i prowadził hotele na Zanzibarze nagle zawiesił działalność, zwolnił pracowników, prawdopodobnie nie rozliczył się z klientami.

Czytaj więcej

Pili Pili pod lupą. MSZ: Monitorujemy sytuację polskich turystów na Zanzibarze

Borek odniósł się też do konsultacji, jakie prowadzi Komisja Europejska w sprawie zmian w dyrektywie – zaznaczył, że polskie ministerstwo odpowiedzialne za turystykę uważa termin 14 dni na zwrot przez biuro podróży klientowi pieniędzy z zaliczki, w razie konieczności anulowania imprezy, za zbyt krótki. Należy go więc w nowych przepisach raczej zliberalizować niż utrzymywać.

Podkreślił, że w kwestii zabezpieczenia klientów biur podróży Polska jest liderem, ma tak dobre przepisy, że mogłyby one być wzorem do naśladowania w całej Europie. W Polsce jest najmniej upadłości touroperatorów (w 2021 roku zgłoszono marszałkom województw osiem niewypłacalności – red.).

MSiT nie widzi też powodu zaostrzania obowiązków biur podróży w kwestii "informowania o partnerach”. Tymczasem Komisja Europejska proponuje, aby touroperator ujawniał klientom każdego podwykonawcę każdej usługi.

- Odnosimy się natomiast pozytywnie do postulatu branży turystycznej skatalogowania „nadzwyczajnych i nieuniknionych okoliczności” - mówił Dominik Borek. Opisanie w prawie, o jakie nadzwyczajne okoliczności chodzi, które mogą spowodować odstąpienie od umowy zawartej przez touroperatora z klientem postuluje - wobec niejasności terminu użytego w dyrektywie, a co za tym idzie w ustawie o imprezach turystycznych - Polska Izba Turystyki. Termin "nadzwyczajne i nieuniknione okoliczności" krytykowany jest jako zbyt nieprecyzyjny, a przez to pozostawiający zbyt duże pole do interpretacji.