„Szara strefa odbiera chleb branży turystycznej? - fakty i mity” to temat debaty, która odbyła się podczas ostatniej konferencji Spotkanie Liderów Turystyki. Organizuje ją cyklicznie, dwa razy w roku, dziennik „Rzeczpospolita” i jej branżowy serwis Turystyka.rp.pl.

- Temat stał się gorący kilka miesięcy temu, po wypadku autokaru z polskimi pielgrzymami w Chorwacji, kiedy okazało się, że wyjazd nie był przygotowany przez licencjonowanego organizatora - przypomniał na wstępie prowadzący debatę redaktor serwisu Turystyka.rp.pl Filip Frydrykiewicz.

W dyskusji wzięli udział eksperci na co dzień zajmujący się monitorowaniem nielegalnej działalności w turystyce - współwłaścicielka biura podróży Czerwiński Travel i prezes Oddziału Turystyki Dziecięcej i Młodzieżowej Polskiej Izby Turystyki Barbara Czerwińska-Albin i pełnomocnik zarządu Turystycznej Organizacji Otwartej Łukasz Mikosz, a także dyrektor departamentu turystyki w Ministerstwie Sportu i Turystyki Dominik Borek.

W rozmowie o problemie szarej strefy udział wzięli (od lewej) redaktor serwisu Turystyka.rp.pl Filip

W rozmowie o problemie szarej strefy udział wzięli (od lewej) redaktor serwisu Turystyka.rp.pl Filip Frydrykiewicz (moderator), Dominik Borek, dyrektor departamentu turystyki w Ministerstwie Sportu i Turystyki, Barbara Czerwińska-Albin, współwłaścicielka Czerwiński Travel i prezes Oddziału Turystyki Dziecięcej i Młodzieżowej Polskiej Izby Turystyki i Łukasz Mikosz, pełnomocnik zarządu Turystycznej Organizacji Otwartej

Jacek Kamiński

Państwo traci miliardy złotych

Debatę poprzedziła prezentacja wyników badania szarej strefy w turystyce, obejmującego lata 2017-2019, które na zlecenie MSiT przeprowadził Instytut Prognoz i Analiz Gospodarczych Fundacja Naukowa. Omówili je prezes i wiceprezes instytutu Bohdan Wyżnikiewicz i Krzysztof Łapiński.

Na szarą strefę składają się działalność nielegalna (produkcja i handel narkotykami, przemyt papierosów i alkoholu, sutenerstwo), działalność ukryta zarejestrowanych podmiotów gospodarczych (ukrywanie części obrotów) i działalność nierejestrowana, podejmowana przez osoby fizyczne na własny rachunek - wyjaśnił Wyżnikiewicz.

Jej przejawy to zatrudnianie pracowników na czarno, wypłacanie części wynagrodzenia poza systemem, nieewidencjonowanie całości obrotu, oferowanie usług po cenach dumpingowych, niepłacenie podatków i prowadzenie działalności bez rejestracji.

Wśród przyczyn szarej strefy Wyżnikiewicz wymienił wysokie koszty prowadzenia działalności (podatki, opłaty administracyjne, koszty zatrudnienia), regulacje, którym przedsiębiorcy nie są w stanie sprostać (mała przejrzystość prawa, koncesje i zezwolenia, obciążenia administracyjno-sprawozdawcze, nadmiar kontroli, normy dotyczące BHP, ochrony środowiska, techniczne itd.), złą koniunkturę gospodarczą i niską moralność podatkową.

- Jest więcej niż pewne, że recesja, która nieuchronnie nadchodzi, również spowoduje, że wielu przedsiębiorców przejdzie do szarej strefy - zawyrokował prezes.

Zadaniem autorów badania było również zebranie opinii przedsiębiorców turystycznych. - Zapytaliśmy ich, jakie działania mogą przyczynić się do ograniczenia szarej strefy w turystyce. Oczekują oni przede wszystkim niższych podatków i prostszych regulacji - opisywał Krzysztof Łapiński. Z kolei mniej skuteczne, ich zdaniem, byłoby na przykład zwiększenie kar czy obniżenie wymaganych standardów.

IPAG

Badania wykazały również, że klienci nie rozróżniają, czy przedsiębiorca działa w szarej strefie czy nie, w ich opinii nie wpływa to na jakość usług.

W 2019 roku Główny Urząd Statystyczny oszacował udział szarej strefy w polskim PKB na 10,7 procent, co oznacza, że w przybliżeniu co dziesiąta jednostka PKB wytworzona została w szarej strefie. Z kolei udział turystyki w szarej strefie to około 0,3 procent.

Według obliczeń GUS w 2019 roku wyniósł on 20,5 procent, ale z uwzględnieniem doszacowań IPAG już 30 procent.

W zakwaterowaniu i gastronomii było to 26,4 procent (37,4 procent), a w działalności organizatorów turystyki 3,4 procent (5,6 procent).

- W roku 2019 w całej turystyce prawie co trzecia jednostka wartości dodanej wytworzona została w szarej strefie. To dość istotny udział. Jest on wyraźnie większy w sektorze zakwaterowania i gastronomii niż organizatorów turystyki - wyjaśniał Łapiński.

IPAG

Według GUS straty budżetu państwa wynikające z ukrywania części działalności przez podmioty zarejestrowane wyniosły w 2019 roku 1,4 miliarda złotych. IPAG z kolei, po uwzględnieniu podmiotów niezarejestrowanych, oszacował je na 1,8 miliarda złotych.

IPAG

Z kolei potencjalne straty z tytułu nieopłaconych składek ZUS to w 2019 roku 1,7 miliarda złotych w zakwaterowaniu i gastronomii i 16 milionów złotych w działalności organizatorów turystyki.

Bat na szarą strefę – mniejsze podatki

- Jak temu przeciwdziałać? - pytał Łapiński. - Ograniczaniu szarej strefy sprzyja obniżka kosztów pracy i podatków, a także upraszczanie formalności i procesów wydawania licencji. Pomogłoby wprowadzenie obowiązku zgłaszania do ZUS pracownika jeszcze przed dopuszczeniem go do pracy. Ważne są również akcje edukacyjne pokazujące, że prowadzenie legalnej działalności gospodarczej wcale nie jest takie straszne. Inspektorzy, w szczególności pracownicy administracji skarbowej, wskazują, że należałoby usprawnić współpracę instytucji kontrolnych i przepływ informacji między nimi, bo zdarza się, że na przykład Państwowa Inspekcja Pracy wykrywa nieprawidłowości w firmie, a Krajowa Administracja Skarbowa nic o tym nie wie - wskazywał ekspert.

- W szarej strefie transakcje są głównie gotówkowe, dlatego należy wspierać obrót bezgotówkowy, a także rozwój informatyczny. Praktyka pokazuje, że systemy informatyczne, które rejestrują rezerwacje czy transakcje, zmniejszają pokusę wejścia w szarą strefę, bo trudniej jest coś ukryć - podsumował Krzysztof Łapiński.

Badanie IPAG przedstawia obraz szarej strefy tylko do roku 2019. Dlaczego? Jak wyjaśnił Dominik Borek „kryzys, z którym turystyka mierzyła się po wybuchu pandemii obliguje nas, by na nowo zdefiniować szarą strefę”. - Czy na przykład niewnoszenie opłat związanych ze spłatą PFR jest szarą strefą czy nie? Badanie IPAG definiuje szarą strefę tak, jak ją postrzegaliśmy dotychczas, czyli dotyczy działalności poza zakresem ustawy o imprezach turystycznych i ustawy o usługach hotelarskich. Uważam, że jest bardzo wartościowe, bo pokazuje pewne trendy, a jednocześnie wskazuje rozwiązania. A czy jest wystarczające? Nie jest, ale należało je przeprowadzić, bo do tej pory w ogóle nie było tego typu analiz.

Czytaj więcej

Raport: Polskie dzieci najczęściej jadą wypoczywać z nielegalnymi organizatorami

Profesjonalni, ale nielegalni

Szarej strefie od lat przyglądają się organizacje branży turystycznej, Polska Izba Turystyki i Turystyczna Organizacja Otwarta.

- Z naszych badań wynika, że tylko niecałe 30 procent dzieci jeździ na kolonie i obozy z zarejestrowanymi organizatorami. Pozostałe 70 procent wyjeżdża z różnymi instytucjami, które nie zajmują się turystyką profesjonalnie i nie widnieją w ewidencji organizatorów turystyki. Te proporcje są zatrważające - oceniła Barbara Czerwińska-Albin.

Ustawa o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych określa trzy warunki pozwalające na organizowanie wyjazdów bez wpisu do ewidencji - muszą być one przeznaczone dla ograniczonej grupy podróżnych, okazjonalne (do 10 w roku), a organizator nie może na nich zarabiać.

Jak referowała dalej Czerwińska-Albin, w zimowej turystyce dziecięcej i młodzieżowej „organizatorzy wpisani do ewidencji praktycznie nie istnieją”, zamiast nich wyjazdy na ferie, także za granicę, organizują „panie nauczycielki”, kluby sportowe, fundacje i stowarzyszenia, reklamując szeroko swoją działalność na Facebooku. - Nie wiem, czy robią to z dobroci serca czy zarabiają na tym, zakładam jednak, że jakieś wynagrodzenie pobierają. Trudno uwierzyć, że wszystkie działają niezarobkowo - uznała.

- Nie wszystkie te podmioty są nieprofesjonalne. A działają w szarej strefie, bo nie wiedzą, że powinny mieć wpis do ewidencji - dodała.

Łukasz Mikosz zgodził się, że wielu organizatorów (w potocznym, nie ustawowym, znaczeniu) działa nielegalnie nie z premedytacją, ale z powodu niewiedzy, dlatego TOO nie chce od razu „iść przeciwko nim z wendetą”.

- Czy niewiedza usprawiedliwia? - pytał Filip Frydrykiewicz.

- Nie, ale zamiast wytaczać działa przeciwko takim podmiotom, lepiej zadzwonić i wytłumaczyć, dając im szansę, by dopełniły formalności i wpisały się do rejestru albo zrezygnowały z działalności. Czasem jednak słyszymy, że nie będą się nam spowiadać i że nic nie możemy im zrobić, wtedy gromadzimy materiał dowodowy dla urzędów marszałkowskich i organów ścigania - relacjonował Mikosz.

Oddział Turystyki Dziecięcej i Młodzieżowej PIT również dostaje dużo zgłoszeń o nielegalnie działających podmiotach. - Skala jest ogromna, zwłaszcza podczas wakacji Facebook pęka w szwach od ogłoszeń reklamujących wyjazdy organizowane przez fundacje, kluby, nauczycieli i osoby prywatne, nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych. Analizujemy je, choć z braku czasu nie wszystkie, i wysyłamy do urzędów marszałkowskich. Widzimy jednak, że urzędy nie radzą sobie ze zgłoszeniami, na wiele nawet nie odpowiadają - ubolewała Czerwińska-Albin. Podkreśliła przy tym, że oddział PIT-u, któremu szefuje, nie chce być „instytucją ścigającą”.

Czytaj więcej

Ranking biur podróży. Którzy touroperatorzy zarobili najwięcej?

Podobne doświadczenia ma TOO. - Niestety, urzędy marszałkowskie bardzo niechętnie podejmują temat, zasłaniając się na przykład brakiem możliwości prawnych albo brakami kadrowymi - mówił Mikosz. - Mieliśmy groteskowy wręcz przypadek, kiedy urząd zadzwonił do właścicielki nielegalnego biura, które reklamowało się jako organizator wyjazdu, zapytał, czy faktycznie nim jest i po słownym zapewnieniu, że nie, zamknął sprawę. My jednak nie zostawiliśmy tak tego i ostatecznie sprawa zakończyła się wnioskiem o warunkowe umorzenie postępowania. Wbrew pozorom to pozytywny finał, bo oznacza, że ta osoba przyznała się do nielegalnej działalności i wycofała z niej. Nie chodziło o to, by ją ukarać, ale czegoś ją nauczyć, żeby w przyszłości nie popełniła tego błędu - wyjaśniał.

Zdarza się, kontynuował Mikosz, że urzędy nie zrozumieją, czym jest impreza turystyczna, na przykład hasło „szkolenie” w umowie wystarczy, by zamknęły sprawę, mimo że widnieją w niej także takie usługi, jak nocleg i transport. Policja też ma braki w edukacji, bo słysząc o nielegalnej imprezie turystycznej, myśli, że chodzi o zbyt głośną zabawę.

- Widać, że organy ścigania spotykają się z takimi zgłoszeniami sporadycznie i nie wiedzą, jak w ich wypadku postępować. Nie znają też ustawy o imprezach turystycznych - wskazywał Łukasz Mikosz.

Klienci nie odróżniają profesjonalisty od organizatora z przypadku

Przedstawiciel TOO zwrócił uwagę na ważny wątek raportu IPAG - turyści nie widzą różnicy między legalnymi i nielegalnymi firmami, bo te ostatnie często dobrze świadczą usługi.

- Na przykład klienci Wojciecha Żabińskiego, znanego jako Wojtek z Zanzibaru, byli przeszczęśliwi, ale tylko dopóty, dopóki latali, problem pojawił się, kiedy wyjazdy zostały odwołane, a oni nie zobaczyli już swoich pieniędzy. Ale ci, którzy byli na Zanzibarze, robili bardzo dobry marketing, nie zastanawiając się, czy działalność Wojtka jest uregulowana - przypomniał Mikosz.

- Takie firmy zdobywają klientów pocztą pantoflową. Dużym problemem jest Facebook, to tam reklamują się podmioty z szarej strefy, które często nie mają stron internetowych - dodawał.

- Wszystko jest dobrze, dopóki nikomu nic złego się nie stanie - zgodziła się Czerwińska-Albin. - Kiedy jednak dochodzi do wypadku, zaczynają się pytania. Niedawno media donosiły o nauczycielkach biegających z dziećmi po drodze szybkiego ruchu, którym zepsuł się w trasie autokar. Ta sprawa zbulwersowała naszą branżę. Nie znam profesjonalnego organizatora, który naraziłby dzieci na takie niebezpieczeństwo, bo on zna zasady, a nauczyciele, fundacje czy kluby sportowe, które robią to sporadycznie, już niekoniecznie. Niestety, klienci nie odróżniają profesjonalisty od organizatora z przypadku. Co więcej, niechętnym okiem patrzą na biura turystyczne, które ich zdaniem chcą tylko dużo zarobić, dlatego powierzają organizację wyjazdu komu innemu - podkreślała.

- W szarej strefie nie zawsze jest taniej - zwrócił uwagę Mikosz. - Często organizator, który płaci składki na Turystyczny Fundusz Gwarancyjny i Turystyczny Fundusz Pomocowy, oferuje lepszą cenę niż ten z szarej strefy, który nie jest nimi obciążony. Jak to możliwe? Nielegalny organizator może nie mieć dobrych cen w hotelach czy firmach przewozowych i dlatego jest droższy. Mimo to ludzie dalej z tymi podmiotami jeżdżą.

- Ale trzeba pamiętać, że legalny organizator, żeby mieć dobre ceny, musi zapewnić firmie transportowej określone obroty, a hotelowi zapełnić określoną liczbę pokojów. Nie jest mu łatwo sprostać tym wymogom, jeśli klientów zabiera mu szara strefa. Zarejestrowani organizatorzy ponoszą koszty związane z legalnością swojej działalności, czyli koszty gwarancji ubezpieczeniowej czy roboczogodzin na spełnienie wszystkich wymogów raportowania działalności. Przy mniejszej liczbie klientów koszt jednostkowy przekłada się na mniejszą liczbę osób, więc cena imprezy wzrasta. Organizator staje się mniej konkurencyjny na rynku, a jego klienci odpływają do szarej strefy. Dlatego dążymy, aby wszystkie podmioty działające na rynku organizatorów turystyki ponosiły te same obciążenia fiskalne i administracyjne - wskazywał przedstawiciel TOO.

Czytaj więcej

Czy da się wypromować polską turystykę przez sport? Eksperci: Łatwo nie będzie

Jak zwrócił uwagę Frydrykiewicz, działania prowadzone przez organizacje branżowe w imię uczciwości, przestrzegania prawa i równych szans na rynku spotykają się czasem z nieprzychylnym przyjęciem samego środowiska przedsiębiorców turystycznych, pojawiają się nawet zarzuty donosicielstwa.

- Jedna z członkiń TOO pod naszym postem związanym z szarą strefą napisała, że donosicielstwo jest gorsze od przestępstwa. Dało nam to do myślenia, ale kiedy sprawdziliśmy, ile firm z branży turystycznej prowadzi działalność bez wpisu, zrozumieliśmy, dlaczego pojawiają się w branży takie głosy - przyznał Mikosz.

Po pierwsze edukować, po drugie edukować, po trzecie edukować

Z analiz TOO wynika, że nadchodzący kryzys może spowodować rozrost szarej strefy. - Można się spodziewać, że klienci będą bardziej skłonni korzystać z usług pokątnych firm, żeby zaoszczędzić - mówił Łukasz Mikosz.

- Czy organizacje branżowe powinny wyręczać urzędy i organy ścigania? Jak radzić sobie z tym problemem? - dopytywał Frydrykiewicz.

Zdaniem Czerwińskiej-Albin najlepszym rozwiązaniem byłaby szeroko zakrojona akcja edukacyjna przeznaczona dla trzech grup: urzędów marszałkowskich, pseudoorganizatorów i do samych turystów.

- Impreza turystyczna to nie bułki, mówimy tu o kosztach rzędu dziesięciu, dwudziestu czy trzydziestu tysięcy złotych. Jeżeli Jan Kowalski będzie miał świadomość, że może zapłacić tyle pieniędzy i nigdzie nie polecieć, to pięć razy się zastanowi, komu powierza swoje pieniądze. Tymczasem dziewięćdziesiąt procent klientów nie sprawdza, czy organizator ma wpis do ewidencji i wykupioną gwarancję, zadowalając się opiniami w internecie. Jako branża turystyczna powinniśmy mocno nad tym pracować, wspólnie - postulowała.

- Trzeba też pamiętać, że szara strefa to nie tylko pani Zosia, która organizuje wycieczki szkolne, nigdzie tego nie zgłaszając, sporo szarej strefy jest też wewnątrz branży. Na przykład firma x, która ma gwarancję na Polskę i kraje ościenne, ogłasza wyjazdy do Meksyku. Co więcej, na Facebooku reklamuje się hasłem „Najbezpieczniej z legalnym organizatorem. Sprawdź nas w rejestrze”. Faktycznie mogę się czuć bezpiecznie, jadąc z nią do Meksyku - ironizował Łukasz Mikosz.

Jak poinformował, TOO zainicjowała właśnie projekt „Świadomy turysta”. - Klient, który przychodzi do biura podróży, nie ma zielonego pojęcia, jak działa branża turystyczna, co jest legalne, a co nie, jak on sam jest zabezpieczony, czasem nawet nie rozróżnia kierunków turystycznych, myląc Egipt z Grecją. Trzeba go więc wyedukować. Świadomy klient będzie mniej zawiedziony, jeśli na wymarzonych wakacjach nie spotka go to, czego oczekiwał, przez co i nam będzie lżej - mówił Mikosz. - Jeśli dostaniemy pieniądze od ministerstwa z naszą akcją dotrzemy i do branży, i do osób, które chciałyby w niej pracować, i do konsumentów - zapewniał.

Polska Izba Turystyki pracuje z kolei nad uruchomieniem wspólnie z Izbą Gospodarczą Hotelarstwa Polskiego, Stowarzyszeniem Organizatorów Incentive Travel i TUGether Centrum Monitoringu Rynku Turystycznego. - Wierzę, że projekt będzie dużym sukcesem. Liczymy, że ministerstwo go wesprze - deklarowała przedstawicielka PIT.

- Świadomość turysty to bardzo ważna kwestia, ale sprawdzanie i karanie nielegalnych firm przez urzędy marszałkowskie też powinno być na wysokim poziomie - wskazywał Łukasz Mikosz.

Zwrócił uwagę, że często nielegalni organizatorzy nie przejmują się zakazem działalności gospodarczej, jeśli taki zostanie wydany, i na przykład zmieniają się w stowarzyszenie albo rejestrują nową firmę na „kolejnego pociotka”, dalej oferując imprezy turystyczne z naruszeniem przepisów ustawy.

- W takim wypadku ktoś musi stanowczo zareagować. Należałoby więc w jakiś sposób wyedukować urzędy marszałkowskie, jak powinny do tego podchodzić. Z powodu nieudolności urzędów zaczęliśmy zgłaszać nielegalnych organizatorów policji. Policja i prokuratura podejmują działania, choć wciąż nie tak szybko, jak byśmy chcieli. Nadal nie dostaliśmy odpowiedzi na niektóre zgłoszenia wysłane wiosną, tymczasem w sezonie letnim z tymi organizatorami wyjechały setki albo tysiące ludzi. Musimy wspólnie z ministerstwem zastanowić się, jakie luki ma ustawa o imprezach turystycznych, a także inne powiązane ustawy i procedury administracyjne. Należałoby też dokształcić organy ścigania, wydać okólnik z instrukcją, jak procedować sprawy związane z naruszeniem ustawy - postulował Łukasz Mikosz.

Czytaj więcej

Orły Turystyki "Rzeczpospolitej" trafiły do wybitnych przedstawicieli branży

Będą dotkliwsze kary dla nielegalnych firm

Dominik Borek zgodził się, że edukacja i zmiany legislacyjne to najskuteczniejsze metody walki z szarą strefą. Jak mówił, ministerstwo ma na przyszły rok dużo większy budżet, zamierza więc dofinansować działania, o których mówili Czerwińska-Albin i Mikosz. Szeroko pojęta akcja edukacyjna zarówno dla przedstawicieli samej branży, jak i jej klientów, będzie priorytetem ministerstwa.

- Drugi krok to regulacja ustawowa. Ustawa o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych ma już swoje lata (została uchwalona w 2016 roku). Unia Europejska też dostrzegła, że pewne jej zapisy powinny zostać zmienione, prace nad nowelizacją dyrektywy turystycznej [będącej bazą dla prawa krajowego] już trwają - dodał.

Borek zapowiedział wprowadzenie do końca kadencji, a więc już w przyszłym roku, „dotkliwych i odstraszających” kar administracyjnych „w wysokości pięciu, dziesięciu tysięcy złotych”.

- W naszej ocenie będą one bardziej efektywne niż pięćsetzłotowe mandaty wlepiane przez policję. Zmiany te chcemy wprowadzić zarówno w obszarze organizatorów turystyki, jak i hotelarstwa, bo tam również jest szara strefa i o tym nie możemy zapominać - podsumował Dominik Borek.

Partnerzy konferencji Spotkanie Liderów Turystyki - edycja Jesień 2022

Gremi Media