Dzieje się tak dzięki temu, że erupcji nie towarzyszą wybuchy pyłu wulkanicznego, które mogłyby zagrażać silnikom samolotów. Lawa wycieka długą szczeliną. „Nie ma żadnych zakłóceń w lotach do i z Islandii, a międzynarodowe korytarze lotnicze pozostają otwarte” – powiedział minister spraw zagranicznych tego kraju w oświadczeniu.

Czytaj więcej

Balony na razie nie polecą nad Luksorem. Policja bada kolejny wypadek

Zarówno sami Islandczycy, jak i turyści zagraniczni przyjeżdżają oglądać to malownicze zjawisko. Ostatni raz Fagradalsfjall, oddalony zaledwie 40 kilometrów od stolicy, wyrzucał lawę rok temu. Nowa szczelina znajduje się bardzo blisko miejsca zeszłorocznej erupcji, która trwała sześć miesięcy i przyciągnęła setki tysięcy odwiedzających, co spowodowało ożywienie islandzkiego przemysłu turystycznego po zastoju wywołanym pandemią.

Ale w środę Islandzkie Biuro Meteorologiczne (IMO) wezwało turystów i mieszkańców do trzymania się z daleka od erupcji z powodu możliwości wydobywania się trujących gazów. Samolotom zakazano latania nad tym obszarem, chociaż wysłano helikoptery w celu zbadania sytuacji - podała za IMO agencja Reutera.

Prezydent Islandii Gudni Johannesson wezwał mieszkańców, aby „byli ostrożni i zanim wyruszą w nieznane, dobrze zorientowali się, co się tam dzieje”. - Jeśli ta erupcja będzie podobna do poprzedniej, będzie wystarczająco dużo czasu, by ją zobaczyć, nie ma więc potrzeby, by się spieszyć – powiedział.

W ostatnich dniach badacze zarejestrowali około 10 tysięcy drgań ziemi. - Spodziewaliśmy się erupcji gdzieś w tym obszarze, odkąd seria trzęsień ziemi rozpoczęła się w zeszły weekend – powiedziała premier Islandii Katrin Jakobsdottir. - Na razie wiemy, że erupcja nie stanowi zagrożenia dla zaludnionych obszarów ani dla krytycznej infrastruktury.

AFP, Haraldur Gudjonsson

AFP, Haraldur Gudjonsson

AFP, Haraldur Gudjonsson