„Czy 24 lutego przekreślił szanse na sukces turystyki wyjazdowej?” - debata pod tym nieco prowokacyjnym tytułem z udziałem touroperatorów była jednym z punktów najnowszej konferencji z cyklu organizowanych przez „Rzeczpospolitą” i jej serwis dla branży turystycznej Turystyka.rp.pl Spotkanie Liderów Turystyki. Uczestniczyli w niej Piotr Henicz, wiceprezes biura podróży Itaka i wiceprezes Polskiej Izby Turystyki, Piotr Burwicz, wiceprezes biura podróży Rainbow, Marcin Tułaczko, członek zarządu biura podróży Coral Travel, Janusz Śmigielski, wiceprezes biura podróży Grecos i Grzegorz Karolewski, dyrektor handlowy biura podróży ETI.

Czytaj więcej

Europa nie boi się, że wojna zabierze jej turystów. „Spodziewamy się dobrego sezonu”

Debatę poprzedziła prezentacja wyników największych biur podróży w kraju w 2021 roku. Przygotował ją Instytut Badań Rynku Turystycznego Traveldata, a przedstawił jej prezes Andrzej Betlej. Traveldata zebrała między innymi takie dane, jak przychody, liczba klientów, kapitały własne, osobno też przeanalizowała ceny w sezonie 2021. Generalna konkluzja prezentacji sprowadzała się do stwierdzenia, że wprawdzie spadek obrotów (przeważnie, bo nie u wszystkich) wiodących organizatorów turystyki sięgał nawet 80 procent, to jednak większości udało się wrócić na ścieżkę wzrostu.

Dane opracowane przez Traveldatę - wrócimy jeszcze w naszych relacjach do prezentacji prezesa Betleja - stały się punktem wyjścia do rozmowy o najbliższej przyszłości, szansach i zagrożeniach turystyki wyjazdowej w sezonie letnim. Jednym z najświeższych problemów, przed którym stanęli organizatorzy turystyki był protest kontrolerów lotów, objawiający się ich sporem o wynagrodzenia i zasady bezpieczeństwa z kierownictwem Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Wprawdzie w trakcie konferencji przyszła wiadomość, że kontrolerzy zawieszają protest do 10 lipca, jednak emocje wywołane wizją konsekwencji ograniczenia ruchu na lotniskach w Warszawie w touroperatorach wciąż były żywe.

Jest drożej, czyli testowanie cierpliwości konsumenta

- Nie znam touroperatora, który w roku 2020 nie poniósłby straty – rozpoczął Piotr Henicz. - Jednak co do 2021 roku, to myślę, że większość firm osiągnęła mniejsze lub większe zyski. Był to niewątpliwie lepszy rok, odbicie w porównaniu z poprzednim. Czekaliśmy z nadzieją na rok 2022, mówiliśmy, że to już może będzie powrót do 2019 roku, że uda nam się obsłużyć podobną liczbę klientów i uzyskać podobne, a może nawet wyższe, bo średnie ceny wzrosły, obroty.

Jak relacjonował wiceszef Itaki, organizatorzy wyjazdów wiedzieli, że muszą jeszcze przeczekać pierwsze miesiące sprzedaży sezonu 2022, licząc, że skończy się covid. I kiedy wydawało się, że ich plan się realizuje, pojawił się kolejny kryzys wywołany napaścią Rosji 24 lutego na Ukrainę. Kilka tygodni musiało minąć, zanim klienci ochłonęli po pierwszych doniesieniach z wojny i zaczęli wracać do biur podróży.

- Kiedy wreszcie słupki znowu zaczęły rosnąć, doszło do eskalacji konfliktu w Polskiej Agencji Żeglu

- Kiedy wreszcie słupki znowu zaczęły rosnąć, doszło do eskalacji konfliktu w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej - wskazywał Piotr Henicz

Mariusz Szachowski

- Kiedy wreszcie słupki znowu zaczęły rosnąć, doszło do eskalacji konfliktu w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Czy samolot wyleci, skąd wyleci, dokąd wróci – nie potrafiliśmy odpowiedzieć klientom na te pytania. Kolejne dwa tygodnie, które miały olbrzymi wpływ na naszą sprzedaż i na pół puste samoloty na kolejne dni maja. Zastanawiam się, czy na końcu tego porozumienia z PAŻP znajduje się zdanie, że obie strony przepraszają pasażerów, klientów i same biura podróży, które ponoszą koszty, za doprowadzenie do sytuacji kryzysowej i braku poczucia bezpieczeństwa – ciągnął Henicz.

- To wszystko powoduje, że ze względu na totalną nieprzewidywalność i brak poczucia bezpieczeństwa część konsumentów nie zdecyduje się na wyjazd w tym roku. Obawiam się, że to będzie dość istotna część, chciałbym, żeby zamknęła się w jednocyfrowym udziale, ale może to być i dwucyfrowa wielkość – mówił Henicz.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

- Jesteśmy jak bokser, który dostał cios, jeden i drugi w postaci covidu i wojny w Ukrainie, a teraz „leją nas nasi”, bo naszych klientów straszy protest kontrolerów lotów – podchwycił Piotr Burwicz z Rainbowa. - Wprawdzie właśnie przyszła wiadomość, że jest porozumienie, ale tylko na dwa miesiące. I zapowiada się, że w drugiej połowie czerwca będziemy mieli powtórkę z rozrywki.

- Zwróciłbym uwagę na podwyżkę cen, bo to dotyczy całego rynku. To nie są podwyżki rzędu 100 złotych, ale dużo większe. Nagle mamy sytuację, że typowa rodzina zamiast 8-9 tysięcy złotych musi za wyjazd zapłacić kilkanaście tysięcy. To nie jest mało. To jest teraz kardynalne pytanie – na ile konsumentom wystarczy cierpliwości, żeby znosić te wyższe kwoty. Jestem umiarkowanym optymistą - ciągnął. Jak jednak ocenił organizatorzy wyjazdów „nauczyli się radzić sobie z tymi przeszkodami, jeśli więc nie będzie kolejnych, to i tym razem sobie poradzą”.

To jest teraz kardynalne pytanie – na ile konsumentom wystarczy cierpliwości, żeby znosić te wyższe

To jest teraz kardynalne pytanie – na ile konsumentom wystarczy cierpliwości, żeby znosić te wyższe kwoty - mówił Piotr Burwicz

Mariusz Szachowski

Marcin Tułaczko z Corala Travel przypomniał, że jego firma już w 2021 roku uzyskała o 5 procent lepszy wynik w obrotach niż w 2019 roku. Dlatego szacowała rok 2022 zamknie wzrostem 25-procentowym względem 2019 roku. Te przewidywania znalazły odzwierciedlenie w wynikach wczesnej sprzedaży sezonu letniego, jednak 24 luty spowolnił ten proces. - Teraz widzimy, że sprzedaż wraca do poziomu sprzed tej daty. Widzimy, że klienci, którzy nie mogli wyjechać w 2020 i 2021 roku, teraz zamierzają odbyć zaległe zagraniczne wakacje – tak to interpretujemy. Dlatego widzimy, że jest jeszcze duży potencjał na rynku - wyjaśniał.

- Chociaż zauważamy też niechęć klientów do wyjeżdżania „tam gdzie są Rosjanie”. Mamy nadzieję, że – jak powiedział Piotr Henicz – to nie będzie więcej niż jednocyfrowy udział - dodał.

Czy będą nocne bójki z Rosjanami nad basenem?

Czy najbliższy sezon może być naznaczony konfliktami z turystami rosyjskimi, wybuchającymi w kurortach? - podchwycił temat prowadzący spotkanie redaktor Turystyka.rp.pl Filip Frydrykiewicz? - Macie na to jakiś pomysł, czy hotelarze w Turcji dostrzegają problem i zamierzają go jakoś rozwiązać? On nie dotyczy przecież tylko turystów z Polski – Rosjanom są niechętni też Brytyjczycy, Niemcy, Holendrzy, Czesi... Trzeba się liczyć z tym, że jeśli będą mieszkać pod jednym dachem i wypoczywać przy jednym basenie, może się to skończyć incydentami – mówił.

- Hotelarze tureccy przyjmują klientów z całego świata i nie zamierzają nic z tym robić. Dla nich nie jest ważne, jakiego kraju obywatelami są ich goście. Moim zdaniem nie będzie żadnych incydentów. Chociaż przyznaję, że są klienci, którzy chcą gwarancji, że nie będą musieli dzielić hotelu z Rosjanami – tłumaczył Tułaczko.

- Takie pytania się zdarzają, ale żaden z touroperatorów nie wie, z kim kontrakty podpisał dany hotelarz – przyznał Henicz. – Są dwie destynacje chętnie odwiedzane przez Polaków i Rosjan - Turcja i Egipt. A jeśli pamiętamy, jak obie nacje lubią spędzać wieczory na wakacjach, to możemy sobie wyobrazić, co się może zdarzyć Obawiamy się, że zdjęcia z jakiejś krwawej bitki nad basenem, karetek i wozów policyjnych, przyćmią obraz beztroskich wakacji – musimy się liczyć, że taki problem się pojawi, ale nie mamy sposobu, żeby temu zapobiec.

Czytaj więcej

Debata: Świat patrzy z uznaniem na Polskę. To szansa dla polskiej turystyki

Również Grzegorz Karolewski przyznał, że „są takie pytania i oczekiwania na rynku, ale hotelarze nie mają pomysłu, jak separować klientów rosyjskich od pozostałych”.

- Nasza firma jest w o tyle dobrej sytuacji, że pracujemy na rynku niemieckim i hotele, do których wysyłamy polskich gości, zajmują głównie turyści z Niemiec. Rynek prawdopodobnie sam to zweryfikuje – turyści będą wybierać hotele bez Rosjan lub z małą ich liczbą, a omijać hotele zajmowane głównie przez Rosjan. Zgadzam się, że trzeba się spodziewać bitew na miejscu – przewidywał Karolewski.

Frydrykiewicz zażartował, że może touroperatorzy powinni wprowadzić do opisów kolejne oznaczenie dla swoich hoteli, „Russians free” (wolny od Rosjan).

Zaoponował przeciw takiemu podejściu do problemu Burwicz, który raczej dostrzegł w tym szansy dla sprzedawców. Ci doświadczeni, z dobrą znajomością poszczególnych rynków będą mogli informować klientów, czego powinni się spodziewać. - Taki sprzedawca będzie mógł poinformować klienta: Byłem w tym hotelu pięć razy i mogę powiedzieć, że głównie przyjeżdżają tam tacy, a nie inni klienci, albo: Wypoczywałem w tym hotelu i struktura gości tradycyjnie jest taka i taka - objaśniał.

Dwie listy - "za" i "przeciw"

Janusz Śmigielski wrócił jeszcze do sezonu 2021 roku. - To, że większość z nas mimo spadków obrotów zanotowała zyski, wynika z tego, że tak naprawdę wypadły ze sprzedaży kwiecień, maj i część czerwca. Zostały najbardziej lukratywne miesiące, które chyba u wszystkich touroperatorów były wyśrubowane, z trafionym wskaźnikiem popyt-podaż, w wysokich cenach. To sprawiło, że branża się obroniła i weszła na ścieżkę rentowności – wskazywał.

- Nie sądzę, żebyśmy w tym roku osiągnęli w Grecosie poziom sezonu z roku 2019, ale cały czas gramy na 80-90 procent, tak jak zaplanowaliśmy. Zima, pandemia i wybuch wojny na pewno nie pomagały w sprzedaży. W marcu zanotowaliśmy spadek w stosunku do lutego. Niepewność wywołana wybuchem wojny trwała dwa, trzy tygodnie, ale potem znowu sprzedaż zaczęła rosnąć i kwiecień już mieliśmy w Grecosie na poziomie sprzed pandemii. Przed nami najlepsze miesiące sprzedażowe. Jeśli tendencja się utrzyma i nie spadną nastroje konsumenckie, to można się spodziewać, że kolejne miesiące nadrobią stracony czas.

Można się spodziewać, że w kolejnych miesiącach nadrobimy stracony czas - uważa Janusz Śmigielski

Można się spodziewać, że w kolejnych miesiącach nadrobimy stracony czas - uważa Janusz Śmigielski

Mariusz Szachowski

Frydrykiewicz ocenił, że tych elementów, które mogą przeszkodzić w realizacji planów touroperatorów lub je wspomóc jest wiele, dlatego sporządził sobie ich listę. W pierwszej kategorii zapisał, jak mówił, nienotowaną od 20 lat inflację, drastyczną podwyżkę cen paliwa, osłabienie złotego względem dolara i euro, wojnę na Ukrainie, Ale po drugiej stronie: wygaszenie pandemii, kasowanie przez kolejne kraje obostrzeń ograniczających ruch turystyczny, wzrost wynagrodzeń ponad inflację, stabilność zatrudnienia. Chciał wiedzieć, jak w ich świetle jego rozmówcy oceniają powodzenie sezonu turystycznego. Pytał też, przypominając tytuł debaty "Czy 24 lutego przekreślił szanse na sukces turystyki wyjazdowej?", czy negatywne czynniki, jak koszty paliwa, nie spowodują, że sprzedane do 24 lutego imprezy nie staną się nierentowne, a co za tym idzie zamiast przynieść sukces, będą ciążyły w wyniku finansowym.

- Dodałbym do tej listy „za” odłożony popyt – duża część klientów z różnych powodów rezygnowała w ostatnich dwóch latach z wyjazdu. Część z nich zaplanowała, że wyjedzie w tym sezonie – mówił Henicz.

A wracając do pytania o rentowność już sprzedanych wyjazdów wyjaśnił, że touroperatorzy dzieląc sprzedaż na poszczególne etapy liczą się z tym, że w pierwszym okresie sprzedadzą pewną pulę wyjazdów za niższa cenę. Zachęcają przy tym klientów różnymi dodatkowymi korzyściami, jak na przykład możliwość zmiany terminu lub kierunku wyjazdu czy gwarancja ceny. Ale rzeczywiście, kiedy kalkulowali ceny w lipcu 2021 roku, tona paliwa kosztowała 600-750 dolarów, a obecnie cena przekracza 1200 dolarów [już nawet 1300 dolarów – red.]. Wzrosły też koszty CO2.

- Koszty, które poniesiemy ostatecznie będą się miały nijak do naszych pierwotnych kalkulacji. To niewątpliwie jest element, który będzie miał znaczenie dla naszej rentowności w całym roku - przyznał.

- To wszystko ma znaczenie, a najbardziej boimy się cen paliwa lotniczego. Tu różnica jest kosmicznie duża. Do tego pozycja złotego - 90 procent naszych rozliczeń prowadzimy w walutach obcych. Wszystko to sprawia, że nasze planowanie to wróżenie z fusów - dodał.

Polacy chcą wyjechać, w tym nadzieja

- Moim zdaniem sezon nie jest przekreślony – zapewniał Burwicz. - Optymizm przeważa nad pesymizmem. My też widzimy silny odroczony popyt. Skorygowałbym listę plusów - nie ma wygaszenia pandemii, ale jest oswojenie zjawiska.

- Naszym zadaniem jest wytłumaczyć teraz klientom, że wyższe ceny to nie jest nasza chciwość, nasze marże nie wyskoczyły w kosmos, ale to są realia rynku. Moim zdaniem klienci to zrozumieją, bo widzą to samo codziennie wokół siebie, kiedy idą na zakupy – wszystko podrożało. Tankują benzynę i widzą, ile kosztuje litr paliwa. Mamy od klientów informacje, że spodziewali się podwyżek, może nie aż takich, ale to akceptują.

- Sądzę, że rok nie będzie stracony, chociaż nasza rentowność będzie mała. Co do sprzedanych już ofert - nie oszukujmy się, wczesna sprzedaż nigdy nie była dominującą częścią sprzedaży, nie przykryje więc zysków z kolejnych okresów, szczególnie ze szczytu sezonu letniego.

- Do listy pozytywnych wydarzeń trzeba też dopisać decyzję władz Turcji, że Polacy mogą przyjeżdżać z samymi dowodami osobistymi, nie potrzebują już paszportów. Kiedy ją ogłoszono w Coralu Travel, specjalizującym się w tym kierunku zapewne strzelały korki od szampanów? - półżartem moderator zwrócił się do przedstawiciela tego biura podróży.

- To nasz szef, Kaan Ergun jeszcze w zeszłym roku zaproponował takie rozwiązanie. Rozmawialiśmy o tym z ambasadorem Turcji w Warszawie i z ministrami turystyki i spraw zagranicznych. To rozwiązanie podobne do rozwiązania przyjętego wobec innych krajów. Dobrze się stało, bo nie wiedzieć czemu wielu klientów nie lubi wyrabiać paszportów, wybierali więc na wakacje kraje, do których można jeździć bez tego dokumentu – mówił Tułaczko.

Marcin Tułaczko przyznał, że z inicjatywą zwolnienia polskich turystów przyjeżdżających do Turcji z

Marcin Tułaczko przyznał, że z inicjatywą zwolnienia polskich turystów przyjeżdżających do Turcji z obowiązku posiadania paszprtów wystąpił szef Coral Travel Kaan Ergun

Mariusz Szachowski

- Mamy nadzieję, że to się pozytywnie odbije na sprzedaży. Nie wiem, czy to jest powód, myślę, że częściowo tak, ale dynamika sprzedaży nie tylko powróciła do tej sprzed wybuchu wojny, ale jest teraz wyższa - dodał.

Radości Tułaczki nie podziela Karolewski, którego firma specjalizuje się w Egipcie. Jego zdaniem możliwość wyjechania do Turcji bez paszportu spowoduje „przekierowanie do tego kraju części ruchu z Egiptu”.

- Efekt mrożący 24 lutego był absolutnie widoczny. Na szczęście sprzedaż już wróciła do poziomu sprzed tej daty, ale sytuacja wojenna może mieć różne zwroty, które przełożą się na popyt.

Egipt bez Rosjan na pewno radzi sobie gorzej, szczególnie Szarm el-Szejk, który w 70 procentach bazował na klientach z Rosji. Hotele ograniczają usługi lub wręcz zamykają się, bo wiedzą, że bez tych klientów nie zarobią na utrzymanie ruchu - mówi.

Ułatwienia w podróżowaniu do Turcji nie cieszą touroperatora specjalizującego się w Egipcie - mówił

Ułatwienia w podróżowaniu do Turcji nie cieszą touroperatora specjalizującego się w Egipcie - mówił Grzegorz Karolewski z ETI

Mariusz Szachowski

Turystyka, jak wyczerpany bokser

Moderator panelu poruszył też wątek ewentualnej dalszej pomocy państwa dla branży turystycznej, która nie tylko ciągle nie wyszła z kryzysu, ale jest dręczona kolejnymi groźnymi sytuacjami.

- Moim zdaniem pomoc powinna trwać – oceniał jednoznacznie Piotr Burwicz. - Nasza walka boksera trwa, to są tylko kolejne rundy tej walki. Wcale nie jest tak, że przed nami już tylko świetlana przyszłość i wychodzenie z kryzysu. Czujemy daleko idące wyczerpanie w tym wszystkim. W reżimie oszczędnościowym można działać przez miesiąc, dwa lub trzy. Ale potem następuje wyczerpanie pracowników i organizacji. Inflacja, słaby złoty i ceny paliwa nie ułatwiają nam wychodzenia z tego stanu.

- Z jednej strony bieżące problemy, o których wspomnieliśmy, a z drugiej – konieczność spłacania co miesiąc rat na Turystyczny Fundusz Zwrotów – przypomniał Piotr Henicz. Polska Izba Turystyki, jako reprezentant dużej części środowiska turystycznego, prowadzi rozmowy z Ministerstwem Sportu i Turystyki o ewentualnym całkowitym lub częściowym umorzeniu tej pomocy, jak to bywało w innych branżach i innych krajach. Zwracamy uwagę, że od tego zależy stabilność nie tylko touroperatorów, ale także powiązanej z nimi silnie rzeszy biur agencyjnych. Te ostatnie musiały bowiem zwrócić organizatorom prowizje za wyjazdy sprzedane, ale potem anulowane z powodu covidu. Jeśli państwo umorzyłoby zobowiązania organizatorom, organizatorzy w takim samym stopniu umorzyliby zobowiązania agentom. To niezwykle ważny element wpływający na stabilność całego systemu - przekonywał.

Gwarancje - kula u nogi touroperatora

Moderator przypomniał, że oprócz katalogu wymienionych już w rozmowie problemów, piętrzących się przed biurami podróży, jest jeszcze jeden, systemowy, szczególnie dotkliwy w obecnej sytuacji. To problem zabezpieczenia klientów na wypadek upadłości organizatora. Biura podróży podnoszą często, że przepisy narzucają im konieczność zapewnienia sobie bardzo kosztownych gwarancji ubezpieczeniowych.

- Wracam z uporem maniaka do kwestii rozłożenia ciężarów, jakie z tytułu zabezpieczeń ponosi organizator. Mówiliśmy o tym podczas poprzedniej naszej konferencji w Sulejówku, ponieważ w covidzie sytuacja się zaostrzyła – ubezpieczyciele i reasekuratorzy stawiają coraz większe wymagania.

- Polski klient jest wyjątkowo mocno zabezpieczony, ale organizator słono za to płaci. Z jednej strony musi zapewnić sobie gwarancję, z drugiej płaci składki do Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego. Pytanie – czy nie rozłożyć tych ciężarów nieco inaczej, by ulżyć touroperatorom, by podtrzymać ich stabilność – mówił Frydrykiewicz.

Członek zarządu Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, odpowiedzialny za Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, Marek Niechciał przedstawił pokrótce stan trzech funduszów. Jak powiedział, w Turystycznym Funduszu Gwarancyjnym zgromadzono ze składek organizatorów wyjazdów 190 milionów złotych. Jeśli chodzi o Turystyczny Fundusz Pomocowy, w związku z wojną po pożyczkę z niego sięgnęło kilku organizatorów wyjazdów na Ukrainę, którzy musieli odwołać wyjazdy. W sumie poprosili o „małe kilkaset tysięcy złotych”. W kwestii Turystycznego Funduszu Zwrotów, Niechciał przyznał, że są organizatorzy, którzy nie spłacają regularnie miesięcznych rat. Prawdopodobnie jest to dla nich znaczące obciążenie.

Karolewski potwierdził, że pozyskanie gwarancji rzeczywiście było w ostatnich latach dużo większym wyzwaniem niż przed pandemią. Wiarygodność firm turystycznych jest traktowana jak zerowa. ETI działa na wielu rynkach europejskich i dzięki temu widzi, że podobne problemy mają koledzy z innych krajów.

- Skala trudności uzyskania gwarancji wzrosła. Niestety, to co się dzieje na zewnątrz branży turystycznej nie wpływa pozytywnie na jej wiarygodność, a nie wiadomo, co się jeszcze zdarzy - mówił.

- Obecnie obowiązujące regulacje powstały w zupełnie innych realiach i chociażby z tego powodu powinny być zmienione – uważa Henicz. - Kondycja największych graczy na rynku europejskim, nie tylko polskim, osłabła. Sytuacja największej turystycznej Grupy TUI, która mówiąc delikatnie nie jest najlepsza, ma wielki wpływ na rynek ubezpieczeniowy i reasekuratorski. Był upadek Thomasa Cooka, pandemia, teraz jest wojna w Ukrainie to są wydarzenia, które destabilizują rynek i powodują, że warunki stawiane touroperatorom są nierealne, kosmiczne.

Henicz wyjaśnił, że touroperator starający się o gwarancję musi nie tylko zapłacić za nią firmie ubezpieczeniowej (opłata jest nie mniejsza niż w roku 2019, a obroty biura podróży o wiele niższe) , ale i zapewnić zabezpieczenie finansowe. - Jeszcze cztery, pięć lat temu ubezpieczycielowi wystarczyło zabezpieczenie w wysokości 15-20 procent kwoty gwarancyjnej, a teraz żąda 100, a nawet 120 procent. Słyszymy: Chcecie 100 milionów gwarancji, to musicie wpłacić 100 milionów depozytu. Mamy sami siebie reasekurować, jaki to ma sens? Dla wielu podmiotów takie sumy grożą zdestabilizowaniem sytuacji finansowej firmy.

- Są dwie drogi – skomplikowany proces legislacyjny, zmieniający ustawę lub uproszczona procedura już raz zastosowana w covidzie. Niezależnie od przyjętej koncepcji jest już najwyższy czas ją rozpocząć.

- Pełna zgoda – wtórował mu Burwicz i wyjaśniał, że uzyskanie gwarancji to skomplikowany i długotrwały proces.

- Każda gwarancja wymaga kilku reasekuratorów. To są europejskie i światowe firmy. Trudno im wytłumaczyć, że nie powinno być problemów z nami, bo wysyłamy cały czas klientów, na przykład do Dominikany. Miałem taką rozmowę i pan z Amsterdamu mówi mi: zaraz zaraz, to nam nie wolno wychodzić z domów, co najwyżej wyprowadzić psa, a pan mi tu opowiada, że wysyłacie samoloty pełne turystów. U nich akurat był lockdown, na ulicach pusto i trudno tego pana było przekonać, że u nas inaczej. Goście od ryzyka są bardzo kreatywni w wymyślaniu pytań i problemów, żeby udowodnić nam, że nie martwimy się dostatecznie mocno, wszystkim, co się może wydarzyć.

Czytaj więcej

Ranking biur podróży 2022. Na podium TUI, Itaka, Rainbow i Coral Travel

- Świetnie byłoby zmniejszyć ten problem, na przykład zmniejszając poziom gwarancji. Apeluję, żeby te współczynniki zmienić i ułatwić nam prowadzenie biznesu. Tu i teraz to się powinno stać. To by nam oszczędziło dużo czasu. To jest proces ciągły – ciągle musimy się tym zajmować, bo jeszcze jest monitoring – co miesiąc dostajemy setki podchwytliwych pytań panów od ryzyka, sprawdzających, czy dostatecznie przewidujemy wszystkie negatywne sytuacje, które mogą na nas spaść.

Tułaczko miał to samo zdanie: Trudno się nie zgodzić z apelem kolegi. Od lat rozmawiamy w branży, żeby te zabezpieczenia były łatwiejsze do uzyskania. Warto dodać, że te obciążenia blokują nam rozwój – do każdych stu złotych w cenie imprezy musimy dodać obciążenia z tytułu gwarancji. Tymczasem chcielibyśmy odbić się od strat z pandemii. Jeśli nasza sprzedaż będzie szła dobrze, będziemy musieli podnieść gwarancje, czyli znowu siadać do stołu i negocjować, przekonywać. Apelujemy, żeby te rozmowy były poważne i żeby wziąć na poważnie nasze prognozy.

Ministerstwo: Problem rozwiążemy przed wakacjami

Do postulatów touroperatorów odniósł się przysłuchujący się debacie dyrektor departamentu turystyki w Ministerstwie Sportu i Turystyki Dominik Borek. Przyznał, że zna propozycję Polskiej Izby Turystyki, a „pan minister Andrzej Gut-Mostowy podchodzi do niej przychylnie”, żeby minimalna suma gwarancji była ustalana na podstawie obrotów zeszłorocznych, ale z kwotowym ograniczeniem. - PIT proponuje, żeby to było 50 procent, analizujemy właśnie razem z departamentem rynku finansowego Ministerstwa Finansów, czy to jest kwota właściwa, czy może powinna być trochę większa. Generalnie przychylamy się, by rozwiązania w formie nowego rozporządzenia do ustawy przeprowadzić, to jest najszybsza droga do celu.

Czy przed wakacjami to się uda? - dopytywał moderator.

- Absolutnie tak, od porozumienia dwóch ministrów i podjęcia decyzji do wydania rozporządzenia nie potrzeba dużo czasu – zapewnił Borek.

Borek zabrał też głos w sprawie pomocy publicznej dla organizatorów. - Była tu mowa o Turystycznym Funduszu Zwrotów, że część podmiotów ma problemy ze spłatą. Myślę, że dobrą informacją będzie, że mamy zgodę Komisji Europejskiej dla programu pomocowego, który będzie polegał na przedłużeniu spłaty pożyczki z TFZ. Termin rozpoczęcia spłacania zostanie przedłużony do końca grudnia tego roku, ale tylko dla podmiotów, które mają z tym problem. Komisja Europejska wyraźnie wskazała, że przedłużenie terminu jest traktowane jako pomoc publiczna, może więc objąć jedynie firmy, które realnie mają problem na rynku. Obserwujemy bowiem, że są podmioty, które maja wyniki lepsze niż przed pandemią. Jeśli ktoś spłaca raty terminowo, pomoc w jego wypadku byłaby niezasadna – podsumował.

Dominik Borek zapewnił, że rozporządzenie ukaże się przed wakacjami

Dominik Borek zapewnił, że rozporządzenie ukaże się przed wakacjami

Mariusz Szachowski