Jak pisze Skift.com, przed specami od marketingu turystycznego Europy stoi ogromne wyzwanie — nie mogą przewidzieć wyniku lub zakończenia wojny Rosji z Ukrainą, a także tego, jakiego użyć języka, by zachęcać turystów do przyjazdu w sytuacji „gdy giną ludzie i powstają zniszczenia” blisko ich granic.
Skift.com pisze, że przed pandemią Polska odnotowywała stały wzrost liczby odwiedzających. Teraz „urzędnicy ds. turystyki z POT zgadzają się, że jest za wcześnie, aby przewidzieć, jak będzie przebiegać wojna, a tym samym wpłynąć na podróże do Polski. Ale uważnie obserwują sytuację, zapewniając o bezpieczeństwie w kraju, kontynuując promowanie letnich wakacji i reagując elastycznie na zmiany — tak jak to zrobili, gdy wybuchła pandemia.
Skift.com przywołuje przykład biura Polskiej Organizacji Turystycznej w Wielkiej Brytanii, które jako pierwsze wysłało komunikat do branży turystycznej. „Chciałabym zapewnić biura podróży i osoby prywatne, że kraj pozostaje bezpieczny” – pisała dyrektor Polskiej Organizacji Turystycznej w Wielkiej Brytanii Dorota Wojciechowska. „Mam nadzieję, że trwająca straszna sytuacja na Ukrainie nie zniechęcić brytyjskich turystów do odwiedzania Polski w tym roku”.
Wojciechowska zapewniła Skift,com, że polskie biuro turystyczne w Londynie od pierwszego dnia monitoruje sytuację w Ukrainie i śledzi nastawienie klientów. - W tej chwili nie widzimy powodów, aby wstrzymać lub radykalnie zmienić, zarówno naszą komunikację B2C, jak i B2B – powiedziała Wojciechowska. - Będziemy nadal prowadzić kampanie w internecie, publikować posty na naszych platformach społecznościowych i organizować warsztaty dla biur podróży. Czujemy, że musimy być aktywni, a nie pasywni.
- Większość brytyjskich turystów odwiedza Kraków, Warszawę i Gdańsk, miasta położone daleko od granicy z Ukrainą. Przy wszystkich atrakcjach turystycznych hotele i restauracje działają jak zwykle – dodała Wojciechowska. – Nie ma powodu, aby osoby, które zarezerwowały lub planują zarezerwować wyjazd do Polski, zmieniły plany.