Mohamed Moez Belhassine podczas swojej europejskiej podróży, 23 i 24 maja, odwiedził Warszawę i Pragę. Rozmawiał z touroperatorami o przygotowaniach do sezonu letniego. Spotkał się też z wybranymi dziennikarzami branży turystycznej.

Filip Frydrykiewicz: Kiedy polscy turyści będą mogli wjeżdżać do Tunezji bez okazywania certyfikatu szczepień i bez testu na koronawirusa?

Mohamed Moez Belhassine, minister turystyki Tunezji: Obecnie warunki sanitarne i zdrowotne w Tunezji się poprawiły, wydaje mi się, ze pozzwalaja już złagodzić obostrzenia. Obecnie mamy bardzo restrykcyjny protokół ochrony zdrowia we wszystkich miejscach turystycznych, z hotelami na czele. Prawie nie ma już nowych zachorowań na covid. Wszyscy są zaszczepieni. Tak więc otoczyliśmy branżę turystyczną peremetrem bezpieczeństwa i można liczyć, że jak da Allach, będzie złagodzenie obostrzeń. Mamy nadzieję, że być może ono obejmie zniesienie konieczności okazywania certyfikatu.

Czy to nastąpi przed wakacjami?

Spodziewam się, że już wkrótce.

Z jaką misją pan przyjeżdża do Polski?

Przyjechałem spotkać się z przyjaciółmi z Polski, z naszymi partnerami i najważniejszymi współpracownikami.

Mamy historycznie z Polską dobre relacje, szczególnie w dziedzinie turystyki.

Spotykam się z touroperatorami, którzy wysyłają z Polski turystów do Tunezji i z innymi interesariuszami tego sektora. Między innymi z prezesem Polskiej Izby Turystyki. Jestem przekonany, że są to osoby, które mogą pomóc nam w odbudowie tunezyjskiej turystyki i ożywieniu branży turystycznej po dwóch latach pandemii.

Tunezja potrzebuje turystyki, to kluczowy sektor gospodarki, odpowiadający za 14 procent produktu krajowego brutto, dlatego potrzebuje solidarności partnerów, a takim partnerem i przyjacielem jest Polska. Polska, od której w czasie pandemii otrzymywaliśmy wsparcie i dary. Jesteśmy za to bardzo wdzięczni i dziękuję za to rządowi polskiemu. Myślę, że jest teraz dobry moment, żeby Polacy wrócili do Tunezji, odwiedzili nasz kraj.

Rozpoczął się sezon letni w turystyce. Zaczęły już latać samoloty z turystami do Tunezji. Jakie tunezyjska branża turystyczna ma przewidywania i oczekiwania wobec rynku polskiego?

Liczymy, że w roku 2022 osiągniemy 50-65 procent ruchu turystycznego z roku 2019. Te liczby dotyczą całego ruchu turystycznego, nie tylko z Polski. W wypadku Polski liczymy na 100 tysięcy turystów, czyli wielkość z 2019 roku. Jest duża szansa, że to się uda, we współpracy z polskimi partnerami.

Polska jest ważnym rynkiem dla Tunezji. Ma potencjał, rozwija się. W moich rozmowach touroperatorzy potwierdzają duży popyt na destynacje tunezyjskie.

To będzie wymagało wysiłku, będziemy potrzebowali wsparcia potencjału lotniczego i kampanii promocyjnej, w której skupimy się na różnorodności walorów turystycznych Tunezji. Chcemy wydłużyć sezon poza samo lato. Polska wydaje się dobrym partnerem, żeby osiągnąć ten cel.

Myślimy o rozszerzeniu turystyki na południowe regiony i miejsca, jak Tozeur, Tatooine, Douz, Chebika.

Naszym celem jest zdywersyfikować ofertę, zdywersyfikować rynki, z których przyjeżdżają do nas turyści i pobudzić wzrost w turystyce.

Czy dwa lata pandemii to okres zastoju, starzenia się infrastruktury turystycznej w Tunezji, czy też branża turystyczna wykorzystała ten czas, żeby tę infrastrukturę poprawić – odnowić i unowocześnić hotele, parkingi, baseny, urządzenia plażowe? Czy turysta, który przyjedzie z Polski po dwóch latach zobaczy przygnębiający obraz, zamknięte i zaniedbane hotele, czy raczej będzie zaskoczony nową jakością i inwestycjami?

Pandemia to była największa klęska, jaka spotkała tunezyjską turystykę od lat 60. XX wieku. Kryzys miał oddziaływanie gospodarcze i społeczne, te dwa lata, 2020 i 2021, to były lata, kiedy turystyka straciła netto 7-8 miliardów dinarów, co odpowiada 2-3 miliardom dolarów. To nie przeszło bez konsekwencji, odbiło się na branży turystycznej i na hotelach.

Rząd uruchomił program wsparcia, którego pierwszym celem było zachowanie miejsc pracy. Drugim - zapewnienie przetrwania i wzmocnienie odporności sektora turystycznego. Ale oczywiście nie obyło się bez strat. Są takie hotele i firmy, które nie dały sobie rady i nie wróciły do działalności po tej klęsce. Ale większość z nich skorzystała z pomocy rządu i przetrwała.

Skorzystaliśmy z zastoju, żeby ponownie przemyśleć, jak powinna wyglądać turystyka tunezyjska, żeby ja na nowo wynaleźć. Chcemy, żeby turystyka była inkluzywna, żeby była odporna, odpowiedzialna i zróżnicowana. W związku z tym wymyśliliśmy nowe sposoby zakwaterowania, nowe destynacje, nowe wycieczki objazdowe.

Pracowaliśmy ciężko w trudnym otoczeniu, ale udało nam się zachować dynamizm naszego sektora i udało nam się podtrzymać inwestycje. Udało się to między innymi dzięki zachowaniu zaufania naszych partnerów międzynarodowych. Są oni gotowi inwestować w rynek tunezyjski. Budować nowe hotele. Wymienię tu inwestycje Marriotta, Hyatta Regency, Radissona czy Hiltona. Ich obecność pokazuje, że warto dalej stawiać na nasz rynek.

Wracając jeszcze do obecnego sezonu. Tunezja jest w Polsce kierunkiem popularnym nie tylko dzięki gościnności mieszkańców, ciepłemu klimatowi, plażom i zabytkom, ale też dzięki niewysokim cenom. Czy teraz, gdy w efekcie wojny na Ukrainie ruszyła inflacja, podrożało paliwo, a także żywność, uda się utrzymać ten atut?

Tunezja znana jest z korzystnego stosunku jakości do ceny. Pozycjonujemy się też jako destynacja rodzinna. Czyli rodzina z niewysokim budżetem, może pozwolić sobie na wakacje w Tunezji. Ale mamy też hotele wyższego segmentu – o najwyższym standardzie, luksusowe i bardzo drogie.

Wojna między Rosją i Ukrainą oddziałuje na naszą turystykę. Musimy walczyć, by utrzymać to nasze pozycjonowanie rodzinne, zapanować nad kosztami.

Ale nie jest to łatwe, szczególnie biorąc pod uwagę dwa czynniki – energię i produkty spożywcze. Ale, jak już mówiłem, staramy się, żeby turystyka przyszłości była turystyką odpowiedzialną, inkluzywną i żeby opierała się na zasadzie „win win”, czyli, żeby każdy na tym skorzystał.

Reasumując – to prawda, nasze pozycjonowanie jest takie, że nawet niewysoki budżet powinien pozwolić na pobyt w Tunezji, ale pamiętajmy, i nasi przyjaciele w Polsce też powinni o tym pamiętać, że problemy z inflacją to nie nasz wymysł, ale wynik procesów ogólnoświatowych.

Jak zamierzacie pobudzać polski rynek? Czy planujecie akcje promocyjne w Polsce? Przed pandemią Tunezja bardzo intensywnie promowała się we wszystkich formach – w telewizji, na bilbordach, w internecie. Była niemal na wyciągnięcie ręki. Czy to wróci?

Podczas pandemii rzeczywiście nie reklamowaliśmy się tak intensywnie, jak wcześniej. Skupialiśmy się na przekazie w formie cyfrowej, w mediach społecznościowych. Zapraszaliśmy do Tunezji influencerów, instagramerów, youtuberów, blogerów, którzy robili z relacje z tych wyjazdów. Organizowaliśmy też wydarzenia o charakterze piarowym, jak „Queen of Poland” na Dżerbie w zeszłym roku.

Niebawem pojawi się nowa kampania, która obejmie całą Europę. W tym także Polskę.

Wspomniał pan, że liczycie w tym roku na 50–60 procent turystów z roku 2019. Co pokazują dotychczasowe rezerwacje, jak poszczególne rynki i nacje wracają do Tunezji?

Jeśli chodzi o inne rynki, to szczególnie dobrze radzimy sobie na rynku francuskim, sytuacja jest bardzo obiecująca, popyt jest bardzo duży. Czujemy, że uzyskamy dobre wyniki. We Francji Tunezja jest czwartym celem podróży wakacyjnych, a pierwszym kierunkiem w południowej części basenu Morza Śródziemnego.

Duże zapotrzebowanie na wakacje w Tunezji obserwujemy też w Niemczech, Włoszech i Wielkiej Brytanii.

Są też niestety rynki, które nam psują sytuację. Sąsiednia Algieria, kraj, z którego tradycyjnie przyjeżdżało wielu gości, teraz ma zamknięte granice lądowe. Będziemy też notować duże straty w przyjazdach z Ukrainy i Rosji.

Rosjanie to osobny temat. Nieco drażliwy i obciążony niewiadomą. Mówiliśmy o tym niedawno w gronie touroperatorów i przedstawicieli środowiska turystycznego na konferencji zorganizowanej przez naszą redakcję, gdzie wywołał żywą dyskusję.

Z jednej strony turyści z Rosji są pożądani, ponieważ przyjeżdżają bardzo licznie i zostawiają sporo pieniędzy, bo korzystają z luksusowych hoteli i robią duże zakupy, z drugiej, jako przedstawiciele kraju będącego agresorem, grożącego już nie tylko Ukrainie, ale całemu światu wojną atomową, nie są dobrze postrzegani przez inne nacje, mogą być z tego powodu kłopotliwi. Ich obecność może być zarzewiem konfliktów w miejscach, w których wypoczywają. Polscy klienci biur podróży często pytają, czy tam dokąd chcą wyjechać, będą też Rosjanie, nie chcieliby bowiem spędzć wakacji razem z nimi. Jak pan widzi ten problem?

Chcę podkreślić, że jeśli chodzi o bezpieczeństwo, nie ma żadnych problemów w Tunezji. Mamy doskonały system ochrony, gwarantujący bezpieczeństwo turystów.

Jeśli chodzi o turystów rosyjskich, to w 2019 roku było ich bardzo dużo w Tunezji – 600 tysięcy. Teraz sytuacja jest odwrotna – do 10 maja odwiedziło Tunezję zaledwie 800 turystów z Rosji. Nie ma żadnych bezpośrednich lotów między Rosją a Tunezją, nie są nawet przewidziane, dlatego trudno określić, jak sytuacja będzie się rozwijała, wszystko zależy od sytuacji międzynarodowej.