Paweł Borys ocenił, że „rząd podjął decyzję, że wprowadza miękki lockdown”, co ma służyć ograniczeniu kontaktów społecznych.

Jego zdaniem – powołał się przy tym na dane banków i badania, które PFR przeprowadził wspólnie z Polskim Instytutem Ekonomicznym – wiele firm jest przygotowanych na drugą falę kryzysu. – Ale trzeba podkreślić, że są branże, które związane są głównie z hotelarstwem w dużych miastach, gastronomią, branża lotnicza – które są cały czas w bardzo, bardzo trudnej sytuacji – wskazał.

CZYTAJ TEŻ: Semeniuk: Potrzebne spotkanie z przemysłem spotkań

Dodał, że Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii prowadzi rozmowy o ewentualnym udzieleniu wsparcia z branżami, które najbardziej są dotknięte nowymi obostrzeniami gospodarczymi w związku z koronawirusem. Chodzi m.in. o branże weselną i fitness. Dodał, że sektory objęte do tej pory różnymi obostrzeniami i restrykcjami reprezentują około 12 procent polskiej gospodarki.

– Myślę, że najtrudniejsza decyzja polega na tym, w jakiej skali tego wsparcia udzielać i czy rzeczywiście wszystkie firmy mają szansę w przyszłości prowadzić rentowną działalność. Czy np. część z tych środków nie powinna bardziej być ukierunkowana na jakąś transformację, przebranżowienie w niektórych obszarach” – mówił.

Jak dodał, PFR jest gotowy działać szybko „tylko rzeczywiście trzeba precyzyjnie określić, jakie firmy tego wsparcia ewentualnie potrzebują, gdzie to jest uzasadnione”.

– Nie ma już przestrzeni na duże programy, jak w drugim kwartale tego roku, kiedy pomogliśmy połowie firm w Polsce. Trzeba będzie działać selektywnie, tam gdzie to jest uzasadnione, żeby koszt wsparcia był też jak najniższy – mówił.

Wyjaśnił, że chodzi o to, żeby kryteria były związane ze spadkiem przychodów, bo chodzi o pomoc dla branż, w których skutki restrykcji powodują istotną utratę przychodów i „ryzyko dla zatrudnienia”. Jako formy wsparcia wymienił dofinansowanie miejsc pracy, ponowne uruchomienie tarczy finansowej i inne instrumenty.