Chociaż można już przyjąć, że szczyt nowych zakażeń minął cztery tygodnie temu, to trzeba pamiętać, że właśnie teraz wskaźnik liczby zgonów wspiął się na rekordowy poziom w krajach źródłowych zachodniej i środkowo-wschodniej części Europy. Tym stwierdzeniem zaczyna cotygodniowy raport z wydarzeń istotnych dla turystyki wyjazdowej prezes Instytutu Badań Rynku Turystycznego Traveldata Andrzej Betlej. Materiał powstał w ostatni piątek, 11 grudnia.

CZYTAJ TEŻ: Betlej: TUI korzysta z kryzysu, w Polsce ma już 40 procent rynku

W ostatnim tygodniu tygodniowy wskaźnik nowych zachorowań rósł w 13 z 37 monitorowanych przez Traveldatę państw (poprzednio tylko w 9), ale wzrost był stosunkowo mało dynamiczny, podobnie jak spadki w tych krajach, w których wirus się cofał – pisze Betlej.

Czwarty raz z rzędu wzrósł natomiast nadal dość niski wskaźnik nowych zakażeń w krajach docelowych. W ubiegłym tygodniu jego dynamika wyniosła 13,7 procent (poprzednio plus 25,5 oraz plus 3,6 i 9,6 procent), a sam wskaźnik podniósł się z 1113 do 1254 zakażeń na milion mieszkańców.

Jeśli chodzi o wskaźnik liczby zgonów w krajach źródłowych Europy Zachodniej, osiągnął on 43,8 na milion mieszkańców, co oznaczało wzrost o 4,8 procent.

W wolniejszym tempie rósł wskaźnik zgonów w krajach źródłowych środkowo-wschodniej części kontynentu – podniósł się w zeszłym tygodniu do 46 na milion, czyli o 2 procent.

Po znaczących wzrostach w dwóch ostatnich tygodniach (o 14,4 i 13,3 procent), spadł natomiast o 4,2 procent tygodniowy wskaźnik liczby zgonów w krajach docelowych – wylicza autor.

ZOBACZ TEŻ: Betlej: Rainbow – pandemiczny wynik z małym zyskiem

Polska nadal plasowała się w europejskiej czołówce wskaźników liczby zgonów. Jednak w rezultacie dużego wzrostu liczby śmiertelnych ofiar koronawirusa w innych krajach nasz kraj przesunął się pod tym względem z trzeciej na siódmą najgorszą pozycję wśród 33 krajów źródłowych i docelowych.

Wyższe wskaźniki od Polski (81) wykazują teraz Słowenia (171), Bułgaria (167), Węgry (122), Chorwacja (113), Włochy (85,7) i nieznacznie Austria (81,7). Całkiem jednak możliwe, że Polska jest jednak liderem rzeczywistego wskaźnika liczby zgonów z powodu koronawirusa, czyli uwzględniającego bardzo dużą liczbę zgonów w kilku ostatnich tygodniach, z których część może wynikać z nierejestrowanych przypadków będących w istocie skutkami zainfekowania się wirusem COVID-19 – wskazuje Betlej.

Nie tylko w Polsce rządzący i epidemiolodzy popełniają błędy

Dalej prezes Traveldaty opisuje narastanie niepokojącego, niewyjaśnionego zjawiska, jak to nazywa „ponadnormatywnych nie-Covidowych zgonów”. Od 28 września do 29 listopada było ich 32,6 tysiąca.

Chodzi o „zdecydowanie wzrastającą liczbę zgonów, której nie można przypisać do bardzo stabilnej wieloletniej średniej (2010-2019), której nie tłumaczą też oficjalne dane (…). Mogą one pochodzić z dwóch głównych źródeł, a mianowicie przypadków śmiertelnych będących konsekwencją mniej skutecznego leczenia chorych cierpiących na inne choroby, jako uboczny wynik przeciążenia służby zdrowia i ze zgonów będących de facto konsekwencją koronawirusa, ale u chorych, którzy zmarli zanim został on u nich zdiagnozowany. W takim wypadku umykają one statystykom, gdyż po śmierci badań na obecność koronawirusa już się nie przeprowadza”.

Betlej poświęca też nieco miejsca ocenie sprowadzającej się do stwierdzenia, że „rządzący i epidemiolodzy z różnych krajów na ogół słabo lub bardzo słabo spisali się w warunkach tej nietypowej epidemii i istotnie przyczynili się do śmierci setek tysięcy ludzi oraz milionów tych, którzy potencjalnie doznali poważnego uszczerbku na zdrowiu, co prawdopodobnie ujawni się już w kilku następnych latach”.

Szwecja – tysiące dodatkowych ofiar braku restrykcji

Opisuje też fałszywy obraz przebiegu epidemii w Szwecji, jaki jego zdaniem, wytworzyły media z powodu hołdowania zasadzie poprawności politycznej.

Strategia „niemal bezrestrykcyjnego podejścia do kwestii rozprzestrzeniania się koronawirusa” kosztowała ten kraj tysiące ofiar śmiertelnych. Media – według autora – przyklasnęły jej. „Mówiono, że Szwecja wygrała podwójny los na loterii. W cuglach uporała się z epidemią i w dodatku nie nękała gospodarki i obywateli uciążliwymi i zupełnie niepotrzebnymi restrykcjami”.

Tymczasem Szwecja poległa zarówno w pierwszej, jak i w drugiej fali pandemii, skumulowany wskaźnik liczby zgonów przeszło siedmiokrotnie przekroczył tam średnią dla pozostałych krajów skandynawskich, co przekłada się na 6350 „ponadnormatywnych” ofiar śmiertelnych koronawirusa.

Traveldata, żeby pokazać rozmiar tej klęski przygotowała w formie graficznej „znacznie bardziej korzystne dla Szwecji zestawienie wskaźników zakażeń w pierwszej i obecnej fali epidemii. Dla pierwszej fali jest to średnia z najmniej korzystnych epidemicznie czterech tygodni, a dla obecnej średnia z czterech tygodni niedawno zakończonego miesiąca, czyli z okresu 2-29 listopada”.

""

turystyka.rp.pl

Wykres pokazuje, że nawet po pierwszej fali pandemii nie było żadnego uzasadnienia dla uznania wyższości podejścia do epidemii Szwecji nad działającymi w podobnych warunkach krajów sąsiednich. Skalę szwedzkich niepotrzebnych ludzkich tragedii lepiej oddaje przeliczenie na warunki polskie, które zamyka się na razie liczbą prawie 24 tysięcy zmarłych – opisuje Betlej.

„Warto też zauważyć, że obecny wskaźnik zachorowań w bezprzytomnie chwalonej do niedawna Szwecji (3543) jest już blisko 1,75-krotnie wyższy niż z lubością ruganej na prawo i lewo Polski (2073)” – podkreśla autor.

I kończy ten wątek refleksją: Szwecja jest jednym z ciekawszych przypadków okresu pandemii koronawirusa i ciekawe jest też, czy za tysiące niepotrzebnych ofiar śmiertelnych spotka tamtejszego głównego epidemiologa nagroda, czy też może ostatecznie poniesie on za swoje eksperymenty na ludzkim życiu i zdrowiu jakąś odpowiedzialność. Będzie to zapewne swoisty test na zasady i reguły rządzące współczesną europejską cywilizacją.

Jak co tydzień prezes Traveldaty drobiazgowo opisuje też sytuację Izraela, który po tygodniach lockdownu zaczął luzować o obostrzenia. Od razu też wrócił wzrost zakażeń koronawirusem: 489, 562 i 726, a w ostatnim tygodniu już 1012 przypadków na milion.

Zdaniem eksperta, „obecne, trzecie już, odradzanie się epidemii świadczy, że zwłaszcza w wyraźnie korzystnym dla niej okresie jesienno-zimowym nie ma w walce z nią wiele miejsca na kompromisy”.

TUI Group jeszcze z dodatnim kapitałem

Betleja zajmuje też sprawozdanie roczne, jakie w czwartek, 10 grudnia, opublikował TUI Group. Ponieważ raport jest obszerny (262 strony) i jego analiza wymaga czasu, autor porusza tylko jeden, ale bardzo ważny element – kwestię funduszy własnych koncernu. Mimo bardzo niekorzystnych warunków biznesowych koncernowi udało się zachować dodatnią ich wartość, wyniosły one 218,1 mln euro. Niemniej oznacza to dramatyczny ich spadek o 95 procent w odniesieniu do sytuacji sprzed roku – zauważa.

WIĘCEJ: Grupa TUI z 3 miliardami euro straty operacyjnej

Zdaniem eksperta kolejny kwartał przyniesie koncernowi prawdopodobnie jednak dużą stratę i na koniec roku kalendarzowego wykaże on zapewne już ujemne kapitały.

Przypomina on też, że tydzień wcześniej TUI Group poinformował, że w związku z trudną sytuacją na rynku turystycznym zawarł porozumienie z bankami, prywatnymi inwestorami i niemieckim rządem w sprawie trzeciego pakietu wsparcia finansowego. Wielkość pakietu wynosi 1,8 mld euro i składa się on z kilku składników. Jeden z nich to podwyższenie kapitału o około 500 mln euro w drodze emisji nowych akcji z prawem poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy.

Kolejnym ma być emisja obligacji zamiennych na akcje na 420 mln euro dla rządowego funduszu stabilizacji gospodarczej (WSF). Będzie on mógł objąć nowe akcje koncernu po bardzo niskiej cenie 1,07 euro. Aby prawnie umożliwić taką operację wartość nominalna akcji TUI, która wynosi obecnie 2,56 euro będzie musiała zostać obniżona do 1 euro, co ma zostać przeprowadzone przez najbliższe walne zgromadzenie akcjonariuszy, ale dopiero w styczniu 2021 roku – opisuje Betlej.

Wraz z poprzednimi obligacjami zamiennymi na akcje – wyjaśnia – może to w sumie oznaczać możliwość podwyższenia o łączną kwotę około 1 mld euro w pierwszym kwartale 2021 roku. „Stwarza to kolejną ciekawą sytuację, a mianowicie pytanie, czy w kolejnych dwóch kwartałach (…) uda się grupie ograniczenie straty do 1,2 mld euro, co oznaczałoby mniej więcej obronienie zerowych funduszy własnych, czy też będą konieczne kolejne transze [pomocy z zewnątrz] lub modyfikacje transz [pomocy] już zaakceptowanych”.

Nie jest też pewne osiągnięcie zysku w kwartale kwiecień – czerwiec, co powoduje kolejne znaki zapytania odnośnie do stanu funduszy własnych na koniec czerwca 2021 roku. Prawdopodobnie najważniejszym założeniem Grupy jest osiągnięcie znaczącego zysku w trzecim kwartale kalendarzowym, co pozwoli odzyskać dodatni poziom kapitałów na koniec roku obrotowego (30 września 2021 roku), ale w niewielkiej wysokości.

„To nie rozwiązuje jednak ostatecznie kwestii funduszy własnych, gdyż w kolejce są kolejne dwa kwartały znaczących strat. Wszystko to sprawia, że w kwestii TUI Group będą podejmowane jeszcze najprawdopodobniej kolejne działania, które mogą mieć również pośrednie przełożenie na działania biznesowe koncernu, w tym również na rynku polskim” – podsumowuje ten wątek tekstu.

Przegląd sytuacji epidemicznej

Ostatni element raportu poświęca tradycyjnie sytuacji epidemicznej w Europie i na świecie. Przy czym ilustruje ją mapami i tabelą z danymi. Przy czym nie przedstawiają liczb bezwzględnych, jak jest to często ujmowane w mediach, ale obejmują liczby zachorowań i zgonów odniesione do liczby mieszkańców, jak również nie pokazują liczb narastająco od początku epidemii lecz podają aktualną sytuację rozwoju choroby w ostatnim tygodniu (między godzinami 22 w kolejne niedziele), co pozwala precyzyjniej obserwować bieżące tempo rozwoju i skutki epidemii.

Na mapach zastosowano kolor czarny według następujących zasad:

  • Tygodniowy wskaźnik zakażeń – dla liczby przypadków > 2000 na milion mieszkańców
  • Tygodniowy wskaźnik zgonów – dla liczby przypadków > 40 na milion mieszkańców

Wielkości te stanowią dwukrotność limitów obowiązujących wcześniej dla najmniej korzystnego koloru ciemnobordowego.

""

turystyka.rp.pl

Mapka kolejny raz nie zawiera już żadnego z odcieni zieleni, jak również koloru bladoczerwonego, którym jeszcze przed dwoma tygodniami oznaczona była Dania.

Obecnie najkorzystniejszą sytuację pod względem wskaźnika liczby zgonów oznaczaną kolorem czerwonym mają Dania i odnosząca znaczące sukcesy w ograniczaniu epidemii Irlandia, a także według oficjalnych danych Białoruś.

Prezentująca jeszcze do niedawna niskie wskaźniki liczby zgonów Skandynawia z powodu systematycznie pogarszającej się tam sytuacji epidemicznej, głównie z winy Szwecji, zamieniła kolor bordowy na ciemnobordowy.

Pozostałe państwa źródłowe oznaczone są teraz kolorami ciemnobordowym lub czarnym, przy czym ten ostatni nadal utrzymuje bardzo mocną pozycję, gdyż po raz czwarty z rzędu obecny jest w 10 krajach źródłowych na ogólną ich liczbę 20.

W ubiegłym tygodniu sytuacja ponownie poprawiła się w Belgii (spadek z 80,9 do 68,4), w Czechach (z 88 do 71,4), Wielkiej Brytanii (z 47,4 do 44,1), Holandii (z 26,8 do 25,6) oraz w Polsce (spadek wskaźnika z 90,2 do 81,0).

Na drugim biegunie znajdują się kraje z dużymi przyrostami i bardzo wysokimi tygodniowymi wskaźnikami liczby zgonów, jak Słowenia (wzrost z 158 do 171), Węgry (z 89 do 122), Austria (z 79,7 do 81,7) raz Francja (z 55,0 do 58,7).

""

turystyka.rp.pl

Najwyższe współczynniki zakażeń w krajach źródłowych zachodniej Europy przestały już utrzymywać się w jej gęsto zaludnionych obszarach jak północno-wschodnia Francja (wskaźnik dla całego kraju 1135) i Belgia (1338), co jest zapewne skutkiem wprowadzonych tam surowych restrykcji przypominających pełny lockdown.

Wysokie wskaźniki utrzymują się jeszcze w Słowenii (wzrost z 4791 do 4969), Szwajcarii (wzrost z 2033 do 3019) i Austrii (spadek z 3613 do 2637). Spośród największych źródłowych krajów Unii niewielkie wzrosty wskaźnika odnotowano w Wielkiej Brytanii (z 1548 do 1558) i w Niemczech (z 1474 do 1542).

W Polsce – dodaje autor – po przejściowym dużym spadku wskaźnika zakażeń przed dwunastoma tygodniami do poziomu 88, w kolejnych tygodniach zdecydowanie wzrastał do 135, 214, 337, 681, 1321, 2061, 3320 i 4425, ale w trzech ostatnich tygodniach już systematycznie spadał odpowiednio do 4406, 3925, 3272 i 2073 przypadków na milion mieszkańców. Niestety w dalszym ciągu budził niepokój wysoki wskaźnik liczby zgonów, który w ostatnim tygodniu uległ na szczęście niewielkiemu spadkowi, tym razem z 90,2 do 81, czyli o 10,2 procent (przed tygodniem wzrost wyniósł jeszcze 4,3 procent).

W Rosji, na Ukrainie i Białorusi nadal widać niewysokie tempo pogarszania się sytuacji epidemicznej i tym samym znalazły się one i nadal przebywają w przeciwnym trendzie niż region jako całość, w którym ogólny wskaźnik infekcji stopniowo się obniża – komentuje Betlej.

W Szwecji po zniżce wskaźnika nowych zakażeń przed jedenastoma tygodniami (podobnie jak w Polsce) do 94 przypadków na milion, w kolejnych wzrastał on najpierw powoli do 170, 263, 333, 413, 470, a potem znacznie już szybciej do 732, 1342, 2189, 3049, 3063, 3448, a w ostatnim do 3543 przypadków na milion mieszkańców.

W porównaniu ze Szwecją kolejny raz zdecydowanie korzystniejsza była sytuacja w sąsiadujących z nią Finlandii i Norwegii, a także w Danii, co wpłynęło obniżająco na ogólny wskaźnik dla całej Skandynawii, który nieco spadł z 1944 do 1862 przypadków na milion mieszkańców.

""

turystyka.rp.pl

Kolejny spadek wskaźnika infekcji (z 1217 do 1131) odnotowała Hiszpania, co zapewne jest skutkiem surowych restrykcji wprowadzonych przez władze w wielu regionach kraju. Do umiarkowanych lub niskich poziomów powróciły tygodniowe wskaźniki infekcji w tych rejonach, gdzie restrykcje zostały wprowadzone stosunkowo wcześnie, czyli w obszarze wielkiego Madrytu (1092), w Katalonii (953), na Balearach (1027), w Walencji i Alicante (923), a zwłaszcza na Wyspach Kanaryjskich, gdzie odnotowano jedynie 477 nowych infekcji na milion mieszkańców.

W stosunkowo mocno zainfekowanej Portugalii po piętnastu z rzędu wzrostach wskaźnika infekcji zanotował on w ostatnim tygodniu drugi spadek z rzędu, tym razem z 3337 do 2713, a we Włoszech po wcześniejszych ośmiu wzrostach z rzędu obniżył się trzeci raz z rzędu, tym razem z 2919 do 2379 przypadków na milion.

Kolejny raz w niedużej skali obniżył się tygodniowy wskaźnik infekcji w Maroku (z 780 do 699), ale nieco podniósł się w Tunezji (z 639 do 657), natomiast na Cyprze po przejściowym spadku przed trzema tygodniami, w ostatnim wzrósł on dość istotnie trzeci raz z rzędu, tym razem z 2000 do 2337 wypadków na milion mieszkańców – wylicza prezes Traveldaty.

Trzeci raz, ale w mniejszej skali niż poprzednio obniżył się wskaźnik w Grecji – z 1157 do 1031. Wcześniejsze znaczne jego zwyżki skłoniły grecki rząd do ustanowienia narodowej trzytygodniowej kwarantanny począwszy od soboty 6 listopada i prawdopodobnie obecna poprawa sytuacji epidemicznej w tym kraju jest efektem wprowadzonych restrykcji.

Kolejny raz zdecydowanie najniższy wskaźnik nowych infekcji notował Egipt – jedynie 25,4.

""

turystyka.rp.pl

Sytuacja epidemiczna w Stanach Zjednoczonych po siedmiu niekorzystnych tygodniach z rzędu i niewielkiej poprawie przed tygodniem – kontynuuje Betlej – ponownie pogorszyła się. Podniósł się z 3506 do 4159, czyli o prawie 19 procent.

W Japonii sytuacja epidemiczna w ostatnim tygodniu szósty raz z rzędu uległa wyraźnie niekorzystnej zmianie – liczba nowych zakażeń zwiększyła się z 114 do 143.

W Korei Południowej wskaźniki epidemiczne były nieco lepsze niż w Japonii, choć i w tym kraju zaznaczył się istotny wzrost, do 72,6 na milion.

Tygodniowy wskaźnik liczby nowych zakażeń w Chinach po sześciu kolejnych zwyżkach i trzech spadkach, wykazał w ostatnim tygodniu wzrost z 1,4 do 1,84, co oznacza, że już od około czterech trzech miesięcy oscyluje on niezmiennie w przedziale wyjątkowo niskich wartości – kończy Betlej.