Debatę przedstawicieli branży turystycznej na temat minionego sezonu letniego, która była jednym z punktów programu konferencji Spotkanie Liderów Branży Turystycznej, zorganizowanej w ubiegłym tygodniu z okazji 10-lecia serwisu Turystyka.rp.pl, poprzedziła analiza sytuacji na rynku turystycznym przedstawiona przez prezesa Instytutu Badań Rynku Turystycznego Traveldata Andrzeja Betleja.

Według danych zebranych wśród największych touroperatorów (bez TUI Poland i Corala Travel Poland) w 2020 roku z powodu pandemii biura podróży straciły 72,7 procent klientów z roku 2019, a w 2021 roku miały ich o 39,6 procent mniej, chociaż zarazem w porównaniu z rokiem 2020 liczba turystów wzrosła o 121 procent.

Polskie lato 2021 wyróżniała bardzo dobra, na tle innych państw europejskich, sytuacja epidemiczna. - W kolejnych 14 tygodniach od początku lipca do pierwszego tygodnia października była ona najkorzystniejsza w Europie, ponieważ wskaźniki zakażeń były u nas kilkadziesiąt razy niższe niż w krajach Europy Zachodniej - mówił Betlej. - Niestety, wyjazdy znacząco hamowała kiepska sytuacja w krajach docelowych i często zmieniane obostrzenia epidemiczne - dodał.

Instytut Badania Rynku Turystycznego Traveldata

W porównaniu z 2019 rokiem spadek przychodów ze sprzedaży imprez turystycznych wyniósł w 2020 roku 73,3 procent, a w trzech kwartałach 2021 roku 34,8 procent. Mimo to, zauważył ekspert, sytuacja organizatorów była stabilna - to efekt programów pomocowych, a także daleko posuniętej racjonalizacji kosztów działalności i racjonalnej polityki cenowej.

- Przy ogólnych spadkach osiągnięciem wybitnym jest 4-procentowy wzrost w porównaniu z 2019 rokiem Corala Travel Poland - zwrócił uwagę Betlej, zastrzegając, że to nieoficjalne dane, bo formalnie touroperator ankiety nie odesłał.

Instytut Badania Rynku Turystycznego Traveldata

W pierwszych trzech kwartałach najwięcej klientów z Polski straciły w porównaniu z tym samym okresem 2019 roku Maroko - 95,5 procent, Włochy - 63,7 procent, Hiszpania - 62,2 procent i Tunezja - 59,1 procent. Na tym tle pozytywnie wypadły Albania z 23,9-procentowym spadkiem, Egipt - z 35,1-procentowym ubytkiem, Turcja z 35,2-procentowym i Grecja z 37-procentowym. Środek zestawienia zajmują Bułgaria - 38,4 procent, Portugalia - 39,9 procent, Wyspy Kanaryjskie - 42 procent, Cypr - 46 procent i Malta - 47,1 procent. Z kolei krajom egzotycznym ubyło łącznie 43,1 procent klientów.

Instytut Badania Rynku Turystycznego Traveldata

- Na wynik Turcji z pewnością wpłynął brak danych Corala Travel, które prawdopodobnie podciągnęłyby Turcję na minus 22, a może i minus 20 procent, co byłoby jednym z najmniejszych spadków - podkreślił Betlej.

Ceny wyjazdów first minute i last minute do zdecydowanej większości miejsc były w tym sezonie wyższe od tych z lata 2019.

Instytut Badania Rynku Turystycznego Traveldata

Polska turystyka szybko wróci na ścieżkę wzrostu

Zdaniem Betleja po wygaśnięciu ostatniej fali pandemii (czwartej lub piątej) polska lotnicza turystyka wyjazdowa powróci na ścieżkę dynamicznego wzrostu. Od rekordowego roku 2019 do 2025 liczba klientów biur podróży wzrośnie dwu- lub dwuipółkrotnie, czyli z 4 do 8-10 milionów.

Z czego wynikają tak optymistyczne prognozy? - Z silnego wzrostu zamożności gospodarstw domowych i powrotu do normalności optymizmu konsumenckiego, co już będzie znaczącą poprawą - wyjaśniał Betlej. Zwrócił jednocześnie uwagę, że złe nastroje konsumenckie w Polsce, które blokują nieco turystykę, są sprzeczne z sytuacją gospodarczą kraju, która jest bardzo dobra, na co jednoznacznie wskazują raporty, w tym między innymi Komisji Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego, OECD i globalnych banków inwestycyjnych.

Prognozom tym mogą natomiast zaszkodzić inna ścieżka rozwoju pandemii (nowe warianty koronawirusa i nowe fale zakażeń) i pogorszenie się koniunktury gospodarczej w otoczeniu Polski (w Europie Zachodniej, ale też w Stanach Zjednoczonych), co zdaniem Betleja jest realną groźbą.

Rozwojowi turystyki zorganizowanej sprzyja polityka rządu, który stawia na poprawę bytu szerokich grup społecznych. Poprzednia większość faworyzowała elity, w relatywnie większym stopniu sprzyjając turystyce indywidualnej, na czym z kolei korzystały, kosztem biur podróży, tanie linie lotnicze.

- Polska B to typowi klienci biur podróży, którzy wyjeżdżają za granicę nierzadko pierwszy raz w życiu, dlatego nie będą na własną rękę kupować biletów lotniczych czy rezerwować hoteli - uważa Betlej. Ekspert zwrócił uwagę, że wprowadzony w 2016 roku program 500+ stworzył warunki do szybkiego rozwoju turystyki masowej, przyczyniając się do 70-procentowego wzrostu „wyjazdówki” w latach 2017-2018.

Teraz rodzi się kolejna grupa klientów, którą mogłyby „zagospodarować” biura podróży. To emeryci, beneficjenci między innymi trzynastej i czternastej emerytury, dodatku covidowego, mechanizmu waloryzacji wynoszącej około 1 procent rocznie ponad inflację i wzrostu kwoty wolnej od podatku PIT. Ich liczba i realna siła nabywcza będą rosnąć. - To potencjalnie duża grupa, która będzie wydawać coraz większe środki na różne cele. Wielu z pewnością da się skusić na wyjazdy, jeśli tylko biura podróży przygotują dla nich sensowną, sprofilowaną ofertę - wyjaśniał Betlej.

Czytaj więcej

Branża turystyczna: Polska potrzebuje solidnej kampanii wizerunkowej

Sezon trudny, ale dobry

A jak oceniają rok 2021 sami touroperatorzy?

- To był bardzo trudny sezon, bo nie mogliśmy nic zaplanować, żyliśmy z dnia na dzień, bez możliwości długoterminowej optymalizacji, ale uratowało go ostatnie pięć miesięcy. To one zdecydowały, w jakim miejscu dziś jesteśmy - ocenił wiceprezes biura podróży Itaka Piotr Henicz.

Co zdecydowało, że drugi covidowy sezon był jednak udany? - Po pierwsze polscy turyści byli tak spragnieni podróży, że nie musieliśmy ich namawiać do wyjazdu czy podpowiadać, dokąd i kiedy mają jechać, czyli poświęcać czasu na to, na czym się skupialiśmy w poprzednich sezonach. Po drugie turyści najczęściej wyjeżdżali na zorganizowane wyjazdy, ponieważ z biurami podróży czuli się bezpiecznie. Po trzecie podaż i popyt się spotkały, touroperatorzy wyciągnęli wnioski z poprzednich lat, kiedy ponieśli bardzo duże straty. Tym razem nie chcieli ryzykować, podeszli do planowania ostrożnie, dzięki czemu nie musieli przeceniać wyjazdów i nie mieli dużej liczby pustych miejsc. Mimo że pod względem obrotów osiągnęliśmy około 60 procent wyniku z 2019 roku, to wskaźniki rentowności są na zdecydowanie lepszym poziomie niż zakładaliśmy jeszcze kilka miesięcy temu. Nie pozwolą one pewnie w 100 procentach zasypać dziury, która powstała w roku poprzednim, ale w dużej mierze to się uda - referował Henicz.

Czytaj więcej

Henicz: Wszyscy chcieli wyjechać w lipcu i sierpniu. Najlepiej z dnia na dzień

Podobnie ocenił sezon pod kątem rentowności wiceprezes biura podróży Rainbow Maciej Szczechura: - Wszyscy ułożyliśmy programy w sposób racjonalny, nikt nie chciał przeszarżować. Niewiele było wiadomo o letnim popycie jeszcze trzy, cztery miesiące przed startem sezonu, bo przedsprzedaż była praktycznie zerowa, większość imprez sprzedawaliśmy niedługo przed wyjazdem. Trudno było coś planować, stąd podejście raczej umiarkowanie optymistyczne, jeśli nie zachowawcze. I to na marżowość wpłynęło dobrze. Pod tym względem ten rok na pewno nie był zły - stwierdził.

Szczechura zwrócił uwagę, że minionego lata na wakacje wyjechało 60-70 procent Polaków z rekordowego roku 2019. Jego zdaniem to wynik bardzo dobry, zarówno na tle oczekiwań, jakie branża turystyczna miała na początku sezonu, jak i na tle innych krajów europejskich. - Jesteśmy jednym z liderów w Europie, w Niemczech podróżowało 30-40 procent turystów, Anglicy w ogóle nie jeździli, Skandynawowie też mało, powinniśmy więc być bardzo zadowoleni - mówił.

Trudny sezon ma za sobą Grecja - w ostatnich latach ulubiony kierunek klientów polskich biur podróży. - Grecy stracili kluczowe rynki - Wielką Brytanię i Niemcy. Biznes ratowały im nasze kontyngenty, wiele hoteli otworzyło się tylko dlatego, że obłożenie gwarantowali im Polacy - podkreślił wiceprezes biura podróży Grecos Janusz Śmigielski.

Jego biuro zarobiło na tym kierunku 60 procent tego, co w 2019 roku. - Jeśli chodzi o rentowność, to jest ona dużo lepsza niż w zeszłym roku, śmiem twierdzić, że wygląda bardzo dobrze nawet w porównaniu z wcześniejszymi latami - mówił Śmigielski. - To także efekt oszczędności, cięcia kosztów i restrukturyzacji, przeprowadzonych w naszych firmach. Każda z nich jest teraz trochę mniej kosztowna niż w czasach, kiedy wszystko hulało i dostawialiśmy tylko krzesła, żeby obsłużyć ruch. Po tym sezonie możemy trochę odetchnąć. Mam nadzieję, że w przyszłym zbliżymy się już do wyników z sezonu 2019 - prognozował.

Inflacja nie zahamuje sprzedaży imprez turystycznych

Czy jednak rosnąca inflacja, słabnący złoty, drogie paliwo i planowana podwyżka opłat lotniskowych nie przyhamują popytu i entuzjazmu polskich turystów? - chciał wiedzieć prowadzący debatę redaktor portalu Turystyka.rp.pl Filip Frydrykiewicz.

- Uważam, że to nie będą wielkie przeszkody, ponieważ z samej definicji inflacji wynika, że na rynku jest zdecydowanie więcej pieniędzy. Z całą pewnością biura nie będą chciały brać na siebie zwiększających się kosztów paliw czy ryzyka związanego z kursami walut albo opłat lotniskowych, co będzie miało wpływ na średnie ceny. Ale nie boimy się, że podniesienie cen o kilka procent, bo o takim wzroście mówimy, w jakikolwiek sposób zahamuje sprzedaż - ocenił Piotr Henicz.

Primę Holiday niepewna sytuacja na początku roku i zupełny brak przedsprzedaży zmusiły do wycofania się z programów czarterowych. - Teraz mogę powiedzieć, że była to bardzo dobra decyzja - zapewniał prezes tego biura podróży Maher Lili. - Wypracowaliśmy, a nawet przekroczyliśmy prognozowane obroty, pod koniec sierpnia musieliśmy nawet zwiększyć gwarancję ubezpieczeniową [ze względu na większą sprzedaż imprez turystycznych]. Osiągnęliśmy prawie 60 procent obrotów z 2019 roku, ale tylko 50 procent liczby klientów. To potwierdza, że rentowność była dużo lepsza. Im bliżej wylotu, tym ceny były u nas wyższe. Sierpień był najlepszy pod względem zysku na jednego klienta od początku naszej działalności. Nigdy nie byłem specjalistą od Grecji - a tymczasem w tym roku była ona naszym pierwszym kierunkiem - podsumował minione lato Lili.

Czytaj więcej

Orły Turystyki w rękach wybitnych przedstawicieli branży turystycznej

Ostatni sezon ocenił pozytywnie także prezes Polskiej Izby Turystyki i prezes Europejskiej Organizacji Związków Biur Podróży Unii Europejskiej (ECTAA) Paweł Niewiadomski.

- Polski rynek jest ewenementem w Europie. Dzięki bardzo pozytywnym zachowaniom konsumenckim polscy touroperatorzy osiągnęli w tym roku ogromną przewagę konkurencyjną nad touroperatorami z innych krajów, właśnie w miejscach wakacyjnych. Polscy turyści umacniają się jako ci, którzy mimo kryzysu jednak podróżują, podczas gdy na przykład nasi koledzy z Finlandii konferencję na temat restartu turystyki będą mieli dopiero w przyszłym roku w styczniu.

- Druga kwestia - ciągnął Niewiadomski - to pomoc publiczna, która była jedną z najlepszych w Europie. Dużym problemem byli dostawcy usług, linie lotnicze i hotelarze, którzy przetrzymywali przedpłacone środki, przez co polscy i europejscy touroperatorzy nie mogli zwrócić turystom pieniędzy za odwołane wyjazdy. Odroczenie zwrotu o 180 dni i wprowadzenie voucherów uchroniły polską branżę przed dramatem.

Czy ostatni kryzys zaważył na relacjach touroperatorów z agentami turystycznymi? - pytał Frydrykiewicz. Na przykład Exim Tours i Coral Travel zapowiadają rozszerzenie własnych lub mocno powiązanych z nimi, jak franczyza, sieci sprzedaży. Jak zapatrują się na to agenci turystyczni? Czy kryzys zachwiał ich pozycją na rynku?

- Odbieramy to ze spokojem - zapewnił prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Agentów Turystycznych Marcin Wujec. Zaznaczył, że to był kolejny trudny rok dla agentów, bo do długiego weekendu majowego nie było w ogóle sprzedaży. - Później nastąpiło bardzo duże jej spiętrzenie i nagle się okazało, że agent jest potrzebny. Z wielu powodów, po pierwsze jest dostępny, można do niego przyjść i uzyskać informację, po drugie orientuje się w skomplikowanych dla wielu ludzi, a do tego ciągle zmieniających się procedurach wyjazdowych, wie jakie formularze trzeba wypełnić. Ten rok pokazał, że mamy swoje miejsce na rynku i to wcale nie niszowe - stwierdził Wujec.

Pandemia zmieniła sposób komunikowania się klienta ze sprzedawcą, ale agenci byli już na tę zmianę gotowi. - Kiedyś niemal wszyscy klienci, którzy kupowali u nas wakacje, pojawiali się w biurze osobiście, teraz połowa w ogóle się nie pojawia. Prowadzimy obsługę hybrydową - wyjaśniamy, podpowiadamy, doradzamy przez telefon i e-mail - mówił prezes OSAT-u. - Jeśli chodzi o współpracę z touroperatorami, to wygląda ona co najmniej poprawnie, jeżeli nie dobrze - zakończył.

Gwarancje ubezpieczeniowe drenują kieszeń touroperatorów

Wśród przyszłorocznych zagrożeń dla touroperatorów Frydrykiewicz wymienił trudności z uzyskaniem gwarancji ubezpieczeniowych. Ich koszt to ogromne obciążenie., a do tego wydarzenia ostatnich lat (między innymi bankructwa Thomasa Cooka i pandemia), jeszcze bardziej zniechęciły reasekuratorów do współpracy z branżą turystyczną.

Polska Izba Ubezpieczeń zgłosiła więc postulat złagodzenia warunków uzyskiwania gwarancji. Ma on niebawem wpłynąć do Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Złagodzenie udało się uzyskać także w 2020 roku, ale obowiązywało ono czasowo, tylko w tymże roku.

Czytaj więcej

Biurom podróży łatwiej będzie o gwarancje

- Na początku tego roku wraz z touroperatorami zastanawialiśmy się, czy znowu nie poprosić o podobne ulgi - mówił zastępca dyrektora departamentu ubezpieczeń turystycznych w TU Europa Janusz Molus. - Właściwie wszyscy duzi touroperatorzy stwierdzili, że nie ma takiej potrzeby, bo podstawą do wyliczenia gwarancji będą obroty z roku 2020. Poziom ich obecnych gwarancji to minimum wymagane prawnie, ale problem nie został rozwiązany - problem się zacznie za kilka miesięcy, kiedy będzie brany pod uwagę poziom obrotów z tego roku - wskazywał.

Jak można zmniejszyć obciążenia związane z gwarancjami? - Pierwszym pomysłem, który można wdrożyć szybko, jednym podpisem ministra rozwoju i technologii, jest zmiana okresu zgłaszania roszczeń z obowiązujących obecnie trzech lub sześciu lat, w zależności od formy prawnej, do roku. Reasekuratorzy zauważyli ten zapis i oczekują od nas pokrywania trzy- lub sześcioletniego okresu bezpieczeństwa - mówił Molus.

- Drugi postulat to zmniejszenie wskaźników procentowych wymaganych do uzyskania gwarancji ubezpieczeniowej. Od kilku lat działa Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, który co roku się powiększa (jest w nim obecnie 180 milionów złotych - przypomniał moderator). Jako branża turystyczna nie do końca jesteśmy zadowoleni ze sposobu jego funkcjonowania, wolelibyśmy na przykład model holenderski, w którym fundusz ma więcej do powiedzenia, na przykład kto, kiedy i na jakich warunkach dostanie gwarancję ubezpieczeniową. Może czas pomyśleć o stopniowym zmniejszaniu obciążeń touroperatorów, o co wnioskowaliśmy już kilka lat temu? Przed zmianą prawa wszyscy korzystali z 6-procentowego poziomu sumy gwarancyjnej w stosunku do obrotów. Dziś mamy minimum 12, a nawet 20 procent i to są bardzo duże obciążenia - podkreślał przedstawiciel TU Europa.

Jego zdaniem argumentem przemawiającym za zmianą poziomów oprocentowania jest pewność i stabilność polskiego rynku turystycznego, szczególnie mniejszych touroperatorów. - W 2020 roku, mimo wielkiej tragedii, która dotknęła rynek, upadło tylko 10 biur podróży - zwracał uwagę Molus.

Zgodnie z propozycją Polskiej Izby Turystyki fundusz mógłby udzielać pożyczek w sytuacjach kryzysowych, takich jak pandemia. - Potrzebne jest bardziej elastyczne podejście. Może należałoby połączyć TFG z Turystycznym Funduszem Pomocowym? Takie rozwiązanie byłoby łatwiejsze i mniej obciążające finansowo dla touroperatorów, ale przy tym nadal gwarantujące bardzo wysoki poziom ochrony, bo jeśli chodzi o polski system zabezpieczeń, to jest niewątpliwie najlepszy w Europie - podkreślił Paweł Niewiadomski.

- Temat pieniędzy zgromadzonych w TFG i ich efektywnego wykorzystania dla bezpieczeństwa rynku podejmowaliśmy już przed pandemią. Proponowane zmiany będzie można przeprowadzić, jeżeli uznamy, że są one zasadne - stwierdził Andrzej Gut-Mostowy. I dodał, że niebawem zwoła w resorcie naradę poświęconą tylko temu tematowi z udziałem wszystkich zainteresowanych.