Kontynuujemy rozpoczęty rok temu cykl podsumowań. Ostatnie dni grudnia to dobry moment, by spojrzeć wstecz i powiedzieć, co to był za rok – jakie wydarzenia zaliczymy do sukcesów, a jakie do porażek. Warto też wybiec myślą naprzód i ujawnić plany, nadzieje i oczekiwania na kolejne dwanaście miesięcy. Swoimi opiniami dzielą się z nami menedżerowie reprezentujący różne segmenty turystyki. Dziś Piotr Henicz, wiceprezes biura podróży Itaka i wiceprezes Polskiej Izby Turystyki.

Ostatnie dni grudnia to dobry moment, by spojrzeć wstecz i podsumować mijający rok – jakie wydarzenia zaliczymy do sukcesów, a jakie do porażek? Warto też wybiec myślą naprzód i ujawnić plany, nadzieje i oczekiwania na kolejne dwanaście miesięcy. W naszym cyklu "To był rok..." swoimi opiniami dzielą się z nami menedżerowie reprezentujący różne segmenty turystyki.

- Niestety, mijający rok stał częściowo pod znakiem powtórki z tego, czego doświadczyliśmy w roku 2020 - mówi Piotr Henicz. - Do tego kończy się, jak poprzedni, powtórką z nieracjonalnej decyzji rządu - tym razem o nałożeniu obowiązku testowania się na obecność koronawirusa przez wszystkich turystów wracających z wypoczynku w krajach spoza Unii Europejskiej, zrównującego tych zaszczepionych z niezaszczepionymi.

Czytaj więcej

TO BYŁ ROK… Henicz: Sukces roku? Że jeszcze rozmawiamy

- Najpierw w ramach polityki proszczepiennej rząd obiecuje, że zaszczepieni będą bezpieczniejsi i będą mieli swobodę podróżowania – a warto wiedzieć, że 90 procent klientów Itaki jest zaszczepionych, często szczepili się właśnie dlatego, że chcieli wyjechać – a potem nagle, w przededniu sezonu świąteczno-feryjnego wycofuje się z tego. Nie można sobie wyobrazić gorszego scenariusza.

Ta decyzja zapadła bez konsultacji z branżą turystyczną. A myślę, że można było ustalić warunki, w których pogodziłoby się interesy rządu w walce z pandemią i branży turystycznej, która nie prosi przecież o nic więcej niż tylko o to, żeby dać jej pracować.

Z tym, jak Ministerstwo Zdrowia potraktowało branżę turystyczną wiążę inną tegoroczną decyzję pokazującą lekceważenie dla tego sektora gospodarki – ponowne przesunięcie turystyki z resortu gospodarczego, jakim jest Ministerstwo Rozwoju i Technologii, do odtworzonego resortu sportu i turystyki. Kiedy premier Mateusz Morawiecki, tworząc rząd w 2019 roku włączył turystykę do ówczesnego Ministerstwa Rozwoju, cała branża turystyczna przyklasnęła temu, dla wszystkich było bowiem jasne, że takie ulokowanie turystyki jako segmentu gospodarki ma merytoryczne uzasadnienie. Cofnięcie tamtej decyzji odbyło się z pogwałceniem argumentów merytorycznych, nikt nawet nie próbował wyjaśnić branży turystycznej i opinii publicznej tego ruchu. Nie ukrywano, że chodzi o polityczne, żeby nie powiedzieć partyjne, interesy. Bardzo to było symptomatyczne i bardzo krzywdzące. Jeszcze raz pokazało, jaki stosunek do turystyki mają rządzący. To źle wróży na przyszłość. Pod tym względem mijający rok 2021 cofa nas kilka kroków.

Pomogła wielka determinacja klientów

Mimo wszystko był to rok lepszy biznesowo od roku 2020, był rokiem odrabiania strat. Gdyby miał się powtórzyć 2020, to zapewne rynek turystyczny wyglądałby już inaczej, wiele firm by tego nie przetrwało.

Niemniej ciągle był to okres niepewności, wielu niewiadomych, a co za tym idzie trudności z planowaniem. Najlepszą ilustracją był szczyt wakacyjny. Do maja w biurach podróży prawie nie było ruchu, a potem w trzy miesiące musieliśmy obsłużyć tylu turystów, ilu normalnie obsługujemy w czasie trzy razy dłuższym. Z jednej strony byli to klienci, którzy wcześniej przekładali wyjazdy lub mieli vouchery i wymagali od nas specjalnej opieki, jeśli chodzi o czas i komunikację, a z drugiej – napłynęła nowa fala ludzi spragnionych wyjazdów. To wszystko działo się w warunkach panujących w różnych krajach, w tym samym czasie, różnych obostrzeń. Nasze wypracowane przez lata standardy, w tym czas obsługi klienta, zostały wystawione na próbę.

Czytaj więcej

Touroperatorzy: Polska turystycznym liderem Europy. Uratowała sezon w Grecji

Do tego brakowało rąk do pracy, ale nawet gdybyśmy mieli ich więcej, nie udałoby się utrzymać właściwej jakości. Na szczęście pomogły wielka determinacja klientów, żeby wyjechać na wakacje i ich wyrozumiałość.

Wprawdzie obroty i nasza marża wypadły lepiej niż zadowalająco, ale na drugi plan zeszło budowanie trwałych relacji z klientami. Nad tym bardzo ubolewam.

Odrabianie strat

Jeśli chodzi o liczbę klientów, udało nam się w Itace obsłużyć ich 500 tysięcy, co dało 55 procent poziomu z roku 2019. Z kolei obroty sięgnęły 1,73 miliarda złotych, czyli 63 procent tych z roku 2019. Jeśli chodzi o zyski, to na ich podliczenie czekamy jeszcze na zamknięcie roku, ale spodziewamy się bardzo pozytywnego wyniku.

Najczęściej wybierane przez naszych klientów kierunki to Grecja i Turcja. Do ostatniej chwili walczyły ze sobą o pierwsze miejsce, ale to Grecji udało się je zachować. Za nimi uplasowały się Hiszpania z Wyspami Kanaryjskimi, Egipt, Albania, Bułgaria, Włochy i Portugalia. Dobrze się też rozwijała egzotyka z Dominikaną, Zanzibarem i Malediwami, co wiązało się zarówno z brakiem surowych restrykcji, jeśli chodzi o wjazd do tych krajów, jak i o modę na nie.

Zresztą zainteresowanie klientów tymi kierunkami widzimy też w obecnym sezonie zimowym – na Zanzibar latają tygodniowo cztery nasze samoloty, do Dominikany i Omanu dwa, na Kubę, Malediwy i Wyspy Zielonego Przylądka po jednym. Do tego rejsowymi samolotami zabieramy klientów do Meksyku, Sri Lanki i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Praca na rzecz całej branży

Mijający rok był też dla mnie okresem wytężonej pracy w Polskiej Izbie Turystyki. Po tym jak we wrześniu 2020 roku razem z Grzegorzem Baszczyńskim z Rainbowa weszliśmy do zarządu PIT podjęliśmy z kolegami decyzję o zakończeniu działalności Polskiego Związku Organizatorów Turystyki. Jestem przekonany, że nasza branża potrzebuje jednego, silnego, wypracowanego wspólnie głosu. PIT jest miejscem, dzięki któremu można to osiągnąć. A skoro zobowiązałem się do pracy na rzecz całego środowiska - warto pamiętać, że reprezentujemy nie tylko turystykę wyjazdową, która jest mi najbliższa, ale też krajową i przyjazdową - nie lekceważę nowych obowiązków. Dopinguje mnie i napawa optymizmem, że w oddziałach terenowych naszej organizacji angażuje się coraz więcej młodszych kolegów i koleżanek.

Czytaj więcej

Itaka: Zima na wiele sposobów – od plaż Zanzibaru do stoków narciarskich w Turcji

Oczywiście Itaka jest dla mnie zawsze na pierwszym miejscu, staram się jednak godzić obowiązki zawodowe ze społecznymi, co odbywa się zwykle kosztem czasu prywatnego.

Cieszę się, bo dzięki większemu zaangażowaniu finansowemu tak ważnych na polskim rynku touroperatorów, jak Itaka i Rainbow, uda nam się w przyszłym roku wzmocnić PIT organizacyjnie – planujemy zatrudnić sekretarza generalnego i rzecznika prasowego.

Cel - wyniki z roku 2019

Czego się spodziewam po 2022 roku? Rok 2021 dał nam nadzieję i punkt odbicia. To, że udało się zarobić jakieś pieniądze pozwala nam dzisiaj planować kolejny sezon. Mimo wspomnianych trudności z ostatnich dni, jakie wywołała najpierw informacja o pojawieniu się Omikrona (następnego dnia odnotowaliśmy spadek sprzedaży o 60 procent), a potem komunikat o testowaniu turystów wracających do kraju i całego zamieszania z wdrożeniem tej zasady, liczę na wzrost, który pozwoli nam zbliżyć się do wyników z roku 2019, najlepszych w dotychczasowej historii.

Nadal musimy być bardzo elastyczni, a to oznacza bycie ciągle w pogotowiu. Dlatego też zachęcamy klientów, żeby nie czekali do ostatniej chwili z rezerwowaniem letniego wypoczynku. Jeśli obawiają się, że drożyzna może zagrozić ich planom wakacyjnym, powinni skorzystać z naszej oferty gwarancji stałej ceny. Mówiąc obrazowo, biuro podróży daje lepszą ochronę oszczędności niż banki, bo klienci z gwarancją mają pewność, że inwestując dzisiaj w wakacje 2022 roku nie stracą przez inflację ani złotówki.